Aimar Blázquez puka do drzwi pierwszego zespołu Valencii CF

  • Jego rola rosła wraz z kolejnymi tygodniami okresu przygotowawczego, a na finiszu zdążył pokazać część swoich możliwości w kluczowym dla siebie roku i przy niezbyt szerokiej kadrze napastników.
  • Młody snajper to znacznie więcej niż klasyczna „dziewiątka”: dobrze gra tyłem do bramki, potrafi współpracować z partnerami i jak na swoje warunki fizyczne dysponuje solidną szybkością.
  • Do końca kontraktu pozostał mu rok, dlatego jeśli klub chce go zatrzymać, musi mocno na niego postawić i przedstawić realną ścieżkę do pierwszego zespołu.

Choć Aimar Blázquez nie rozpoczął okresu przygotowawczego razem z pozostałymi wychowankami akademii, zakończył go już z minutami na koncie i zdążył pokazać Carlosowi Corberánowi przynajmniej część swoich możliwości.

Napastnik, który jeszcze niedawno był najskuteczniejszym juniorem w całej Hiszpanii, to klasyczna „dziewiątka” tylko z pozoru. Mimo ponad 190 centymetrów wzrostu daleko mu do stereotypowego, topornego środkowego napastnika. Dysponuje szerokim wachlarzem umiejętności i ma jasno wyznaczony cel: przebić się do pierwszego zespołu Valencii CF.

Jego końcowe minuty w spotkaniu z Newcastle wypadły pozytywnie. Dał drużynie więcej obecności w polu karnym, natomiast przeciwko Hérculesowi pokazał się jeszcze odważniej i był bliski zdobycia bramki. Po minięciu bocznego obrońcy zespołu z Alicante zdecydował się na mocny strzał ze średniej odległości, lecz bramkarz zdołał odbić piłkę.

Tak czy inaczej, młody napastnik zgłosił swoją kandydaturę do gry. Obecny kształt ofensywy Valencii, który raczej nie ulegnie wielkim zmianom w oknie transferowym, ponieważ priorytety klubu znajdują się w innych sektorach boiska, może ostatecznie otworzyć mu drzwi do debiutu w oficjalnym meczu pierwszej drużyny.

Znacznie więcej niż tylko egzekutor

Niezależnie od tego, czy Blázquez jest już gotowy na grę na najwyższym poziomie, jego profil piłkarski prezentuje się bardzo interesująco.

Przy wzroście 1,94 m potrafi grać również daleko od pola karnego i dobrze atakuje wolną przestrzeń. Oczywiście jego największym atutem pozostaje wykończenie akcji, czego najlepszym dowodem jest 49 bramek zdobytych w 62 meczach División de Honor, ale jego możliwości na tym się nie kończą.

Blázquez potrafi grać tyłem do bramki, utrzymać piłkę i przede wszystkim uruchamiać zawodników z drugiej linii. Doskonale wiedzą o tym Leslie Okay czy David Otorbi, skrzydłowi, którym w zespołach juniorskich wielokrotnie tworzył przestrzeń i pomagał znaleźć się w dogodnych pozycjach.

Umiejętność gry kombinacyjnej jest jednym z jego największych atutów, a mimo imponujących warunków fizycznych nie jest zawodnikiem wolnym.

Sytuacja w ataku może otworzyć mu drzwi

Po odejściu Lucasa Beltrána Valencia CF na razie rozwiązała problem obsady ataku, przesuwając Arnauta Danjumę na pozycję „dziewiątki”, gdzie ma rywalizować lub współpracować z Hugo Duro i Umarem Sadiqiem.

Nie jest to jednak szczególnie szeroka formacja ofensywna. Biorąc pod uwagę również rolę, jaką Holender odgrywał w poprzednim sezonie, Blázquez może w trakcie tych rozgrywek doczekać się swojej szansy i oficjalnego debiutu.

Valencia musi zdecydowanie na niego postawić

Madrytczykowi pozostał tylko rok kontraktu. Jeśli Valencia CF rzeczywiście widzi w nim zawodnika na przyszłość, powinna przedstawić mu konkretną i atrakcyjną ofertę przedłużenia umowy, a przede wszystkim jasno nakreślić drogę prowadzącą do pierwszego zespołu.

Klub chce, aby w tym sezonie był główną postacią ofensywy Valencii Mestalla, rozwinął pełnię swojego potencjału i jednocześnie pozostawał do dyspozycji Carlosa Corberána, kiedy trener będzie go potrzebował.

Sama oferta musi być jednak odpowiednio przekonująca i zawierać warunki, które pokażą zawodnikowi, że awans do pierwszej drużyny i gra w LaLiga są dla niego realnym scenariuszem, a nie tylko odległą obietnicą.

0 0 głosy
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Będę wdzięczny za komentarze.x