Dieng i Sato otwierają nowe rynki dla Valencii CF, która wciąż trzyma się z dala od Ameryki Południowej

  • Klub koncentrował w ostatnich latach swoje transfery o niskich kosztach na piłkarzach z ligi hiszpańskiej lub czołowych lig europejskich, którzy szukali zaufania i większej roli.
  • Transfery zawodników bezpośrednio z klubów południowoamerykańskich — niegdyś stały element Valencii czasów wielkich Argentyńczyków i Brazylijczyków — przez całą dekadę praktycznie nie istniały.

Przez ostatnie sześć lat, czyli okres, w którym Valencia CF nie była w stanie zakwalifikować się do europejskich pucharów, polityka transferowa klubu podążała według łatwego do rozpoznania schematu: rynek krajowy, operacje o niskim koszcie lub wypożyczenia oraz bardzo zawężony obszar działania skoncentrowany na najpopularniejszych ligach europejskich, przede wszystkim na LaLidze.

Większość transferów — 17 zawodników — pochodziła z rozgrywek hiszpańskich, czyli LaLigi i LaLiga Hypermotion. Ponadto klub próbował trafiać z piłkarzami mającymi doświadczenie w ligach z europejskiego top 5: z Anglii przyszło 9 graczy, z Włoch 6, z Francji 3, a z Niemiec 2. W tym zestawieniu mieszczą się również cztery wzmocnienia z Portugalii: Ferro z Benfiki, André Almeida z Vitórii, Iván Jaime z FC Porto, z przeszłością w Máladze, oraz ostatni dopisany do tej listy Holender Justin de Haas z Famalicão.

Justin de Haas jest pierwszym wzmocnieniem domkniętym na nadchodzący sezon 2026/27. Po byłym piłkarzu PSV i AZ Alkmaar mają przyjść Aliou Dieng, Malijczyk z Al-Ahly, giganta ligi egipskiej, oraz Ryunosuke Sato, Japończyk z FC Tokyo, w którego przypadku negocjowane są ostatnie szczegóły. To dwaj zawodnicy, którzy przełamują dotychczasowy model.

Po raz pierwszy Valencia „ryzykuje” na tak egzotycznych dla siebie rynkach jak afrykański i azjatycki, korzystając ze struktury skautingowej kierowanej przez Lisandro Iseiego. Aby znaleźć podobne zakłady z bardziej odległych kierunków w okresie po pandemii, trzeba cofnąć się do transferu gruzińskiego bramkarza Giorgiego Mamardashviliego. Latem 2021 roku trafił on do klubu za łączną kwotę miliona euro, początkowo jako wzmocnienie rezerw, a ostatecznie przekonał José Bordalása i wywalczył miejsce w bramce pierwszego zespołu. Cztery lata później bramkarz reprezentacji Gruzji został sprzedany do Liverpoolu za 30 milionów euro.

Dotychczasowa zasada: Hiszpanie albo piłkarze znający LaLigę

Obraz jest jasny. Valencia Petera Lima próbowała przetrwać na rynku, stawiając na zawodników dostępnych finansowo, z których wielu — nawet jeśli przychodzili z Anglii, Niemiec, Portugalii czy Włoch — znało hiszpański futbol i było do niego przystosowanych.

Przykładami są Ilaix Moriba, wypożyczony z niemieckiego RB Lipsk, czy Sergi Canós, były wychowanek Barcelony przed wyjazdem do angielskich klubów. Podobnie było w przypadku Largiego Ramazaniego i Guido Rodrígueza, wypożyczonych odpowiednio z Leeds United i West Hamu po tym, jak nie zaadaptowali się do Premier League. W Portugalii takim przykładem był Iván Jaime, a we Włoszech — Hiszpanie Unai Núñez czy Samu Castillejo. Nawet Włoch Cristiano Piccini miał za sobą przeszłość w Betisie.

W takim kontekście i przy takich założeniach, poza wielkimi ligami Europy, Valencia odważyła się jedynie spojrzeć w stronę ligi belgijskiej przy wypożyczeniu Ukraińca Romana Yaremchuka oraz sprowadzić dwóch zawodników ze Szwajcarii: Filipa Ugrinicia i Eraya Cömerta. Wszystko to oczywiście obok trafionego ruchu z Giorgim Mamardashvilim oraz wspomnianego kierunku portugalskiego.

Ponad dekada między De Paulem a Renzo Saravią

Można powiedzieć, że osoby odpowiedzialne za transfery Valencii w ostatnich latach, dysponując ograniczonymi środkami finansowymi, wolały nie wychodzić ze strefy komfortu. W tym samym czasie inne kluby LaLigi eksplorowały Amerykę Południową albo rynki wschodzące.

Dekadę po tym, jak Rufete i Fabián Ayala pracowali nad rynkiem południowoamerykańskim, sprowadzając takich zawodników jak Rodrigo de Paul z Racing Club de Avellaneda czy Vinícius Araújo z Cruzeiro, minionej zimy Valencia zwróciła uwagę na Renzo Saravię. Był to tymczasowy kandydat na prawą obronę, wolny zawodnik po występach w Botafogo i Atlético Mineiro.

Pomiędzy tymi przypadkami minęło ponad dziesięć lat i żaden inny piłkarz przychodzący bezpośrednio z ligi po drugiej stronie Atlantyku nie założył koszulki Valencii. To pokazuje, że rynek południowoamerykański został przez klub praktycznie odstawiony na bok. Czas pokaże, czy obecność Andrésa Zamory — specjalisty od rozgrywek argentyńskich, brazylijskich i kolumbijskich — w zespole Iseiego zmieni tę tendencję. Nie przestaje to być anomalią w przypadku klubu, którego historia pełna jest wielkich argentyńskich i brazylijskich nazwisk.

Dieng i Sato: zmiana trendu?

Przyjścia Aliou Dienga i Ryunosuke Sato oznaczają zmianę oraz otwarcie na ścieżki dotąd niewykorzystywane. W przypadku Dienga mowa o sprowadzeniu fizycznego środkowego pomocnika, który ma wzmocnić konkurencyjną strukturę drużyny i odpowiedzieć na lukę powstałą po słabym występie Baptiste’a Santamaríi, sprowadzonego poprzedniego lata niskim kosztem z Rennes.

Ryunosuke Sato jest z kolei bardzo blisko zostania pierwszym japońskim piłkarzem w historii pierwszej drużyny Valencii. Młody talent z FC Tokyo, za którego klub zapłaci około czterech milionów euro, nie jest wyłącznie sportową inwestycją w przyszłość. To także wejście Valencii na jeden z najpotężniejszych rynków piłkarskich i komercyjnych świata — rynek azjatycki.

Kolejne ruchy określą prawdziwą linię klubu na to letnie okno transferowe. Trener Carlos Corberán, co logiczne, domaga się piłkarzy sprawdzonych w Hiszpanii lub w wielkich ligach europejskich. Problem polega na tym, że jeśli dodać do tego pozytywną formę w klubach przed transferem do Valencii, koszty znacząco rosną, zwłaszcza w przypadku zawodników z lig takich jak hiszpańska, angielska czy włoska.

Dane z ostatnich sześciu sezonów pokazują Valencię zależną od rynku hiszpańskiego i najbliższego rynku europejskiego.

Transfery z ostatnich sześciu sezonów według lig pochodzenia

Hiszpania: LaLiga lub LaLiga Hypermotion — 17 zawodników

Dimitri Foulquier — Granada
Marcos André — Valladolid/Mirandés
Nico González — Barcelona
Samu Lino — Atlético Madryt
Hugo Duro — Getafe
Peter Federico — RM Castilla
Selim Amallah — Valladolid
Pepelu — Levante
Rafa Mir — Sevilla
Dimitrievski — Rayo Vallecano
Germán Valera — Zaragoza/Atlético Madryt
Dani Gómez — Levante
Luis Rioja — Alavés
Arnaut Danjuma — Villarreal
Dani Raba — Leganés
Julen Agirrezabala — Athletic Club
Umar Sadiq — Real Sociedad

Anglia: Premier League lub Championship — 9 zawodników

Patrick Cutrone — Wolverhampton
Hélder Costa — Leeds United
Bryan Gil — Tottenham
Edinson Cavani — Manchester United, wolny transfer
Sergi Canós — Brentford
Enzo Barrenechea — Aston Villa
Max Aarons — Bournemouth
Largie Ramazani — Leeds United
Guido Rodríguez — West Ham

Włochy: Serie A — 6 zawodników

Cristiano Piccini — Atalanta
Cristian Oliva — Cagliari
Justin Kluivert — AS Roma
Samu Castillejo — AC Milan
Lucas Beltrán — Fiorentina
Unai Núñez — Hellas Verona

Portugalia: Liga NOS — 4 zawodników

Ferro — Benfica
André Almeida — Vitória
Iván Jaime — FC Porto
Justin de Haas — Famalicão

Francja: Ligue 1 i Ligue 2 — 3 zawodników

Cenk Özkacar — Olympique Lyon
Maximiliano Caufriez — Clermont
Baptiste Santamaría — Rennes

Szwajcaria: Superliga — 2 zawodników

Eray Cömert — FC Basel
Filip Ugrinic — Young Boys

Niemcy: Bundesliga — 2 zawodników

Omar Alderete — Hertha Berlin
Ilaix Moriba — RB Lipsk

Belgia: Belgian Pro League — 1 zawodnik

Roman Yaremchuk — Club Brugge

Gruzja: Erovnuli Liga — 1 zawodnik

Giorgi Mamardashvili — Dinamo Tbilisi

Brazylia: Série A — 1 zawodnik

Renzo Saravia — Atlético Mineiro, wolny transfer