Fatalny bilans Valencii CF przeciwko gigantom LaLigi
- Bilans Carlosa Corberána w starciach z sześcioma pierwszymi drużynami tabeli jest przerażający: zaledwie jeden punkt w 11 meczach, siedem goli strzelonych i 30 straconych.
- W grudniu 2024 roku Athletic wyprzedził Valencię w historycznej tabeli LaLigi i nadal ma nad nią dziewięć punktów przewagi. Właśnie zwycięstwo 2:0 nad Los Leones jest jedyną wygraną w tym sezonie przeciwko klasycznemu rywalowi
- Od sezonu 2019/20 drużyna z Mestalla wygrała tylko osiem meczów przeciwko Barcelonie, Realowi Madryt, Atlético i Athleticowi… i przegrała 63% tych spotkań
Na przestrzeni lat zarządzania Valencią CF pod akcjonariatem Petera Lima drużyna doświadczyła dekadencji, która wymazała ją z uprzywilejowanych pozycji w hiszpańskim futbolu. To zejście do piekieł, bez udziału w europejskich rozgrywkach przez sześć kolejnych sezonów, w szczególny sposób pokazało utratę siły w wielkich meczach. W tych pojedynkach przeciwko klubom, które historycznie były jej bezpośrednimi rywalami. Po sobotniej katastrofie z Atlético Madryt, w końcowym fragmencie LaLigi, czekają ją jeszcze dwa takie starcia: z Athletikiem Club i FC Barceloną.
Pod koniec 2024 roku Los Leones wyprzedzili Nietoperzy w historycznej klasyfikacji LaLigi. Do tamtego momentu, mimo czterech sezonów mniej w najwyższej klasie rozgrywkowej, Valencia była przed ekipą z Bilbao i ustępowała jedynie Realowi Madryt (5120), Barcelonie (5025) oraz Atlético (4119). Obecnie, półtora sezonu później, Athletic (3849) nadal znajduje się przed Los Ches, którzy mają 3840 punktów w 3002 meczach.
Wykolejenie Valencii na wielkich torach
Od sezonu 2019/20 historyczni rywale utrzymywali swój zwyczajowy rytm, podczas gdy Valencia całkowicie się wykoleiła. Jeśli dorobek punktowy drużyny z Mestalla spadł alarmująco — w ostatnich siedmiu latach tylko raz przekraczając barierę 50 punktów, w 2020 roku — dramat podwaja się przy porównaniu z gigantami. Każdy z tych sezonów może posłużyć za przykład. W obecnej kampanii 2025/26, na cztery kolejki przed końcem, zespół Carlosa Corberána zdobył trzy punkty w bezpośrednich starciach z Realem Madryt, Barceloną, Atlético i Athletikiem: te wywalczone na Mestalla w pierwszej rundzie przeciwko Baskom, po golu i asyście Baptiste’a Santamaríi.
Patrząc wstecz, od sierpnia 2019 roku — trzy miesiące po ostatnim bilecie do Ligi Mistrzów — valencianiści rozegrali łącznie 54 mecze LaLigi przeciwko czterem drużynom, które wyprzedzają ich w historycznej tabeli. Bilans jest przerażający: tylko osiem zwycięstw, 12 remisów i 34 porażki, czyli 63% przegranych, przy 112 straconych i 53 strzelonych golach. Barcelona i Real Madryt zdobyły ponad trzykrotnie więcej niż 36 punktów Valencii, Atlético — ponad dwukrotnie więcej, a Athletic — o osiem więcej.
Cheryshev, ostatni valencianista, który zdobył San Mamés
Z ośmiu zwycięstw Valencii trzy przyszły przeciwko ekipie z Bilbao, trzy przeciwko madrytczykom, jedno przeciwko Barcelonie i jedno przeciwko Atlético. Tylko jedno, 1:2 na Santiago Bernabéu z golem Hugo Duro, zostało odniesione daleko od Mestalla. Ostatni raz San Mamés udało się zdobyć we wrześniu 2019 roku, gdy Valencia wróciła do domu z trzema punktami dzięki jedynemu trafieniu rosyjskiego skrzydłowego Denisa Cherysheva.
Liczby zmuszają Valencię, by w starciach z wielkimi rywalami wzniosła się ponad samą siebie. W tym sezonie przeciwko Realowi Madryt, Barcelonie i Atlético bilans wynosi zero punktów. Jeśli do tego grona dodać Villarreal CF, jako jedną z czterech drużyn z miejsc premiowanych Ligą Mistrzów, dorobek Valencii ponownie zatrzymuje się na zerze. Rośnie do jednego punktu — tego zdobytego na Mestalla przeciwko Betisowi — jeśli liczyć mecze z top 5 LaLigi; taki sam rezultat wychodzi przy starciach z pierwszą szóstką. Różnica bramek (-23) znów jednak budzi grozę: 7–30.
Właśnie do tego top 6 aspiruje najbliższy rywal Valencii, który traci trzy punkty do Celty Vigo i walczy o bezpośredni wyjazd do Europy. Cel ten dla Valencii był niemożliwy do osiągnięcia między innymi dlatego, że większość punktów do zdobycia w meczach z drużynami ze strefy UEFA po prostu się rozpłynęła. W całym tym kontekście, i wciąż bez pewnego utrzymania w ręku, pilna potrzeba chwili zmusza podopiecznych Corberána, by w niedzielę przeciwko Athleticowi wykonali impuls godny wielkiej drużyny (16:15, San Mamés).
Nie dość, że nasza jakość jest słaba to jeszcze brak woli…to powoduje porażkę już na starcie…