Valencia CF “wybiera” agonię aż do końca
- Zwycięstwo Sevilli na Pizjuán w poniedziałek zostawiłoby Valencię CF trzy punkty nad strefą spadkową na cztery kolejki przed końcem.
Valencia CF znajdzie się zaledwie trzy punkty nad strefą spadkową na cztery kolejki przed końcem LaLigi, jeśli Sevilla pokona w poniedziałek na Sánchez Pizjuán Real Sociedad — zespół z zapewnionym miejscem w europejskich pucharach, który nie gra już o nic. To smutna konsekwencja zawstydzającej porażki z rezerwowymi i wychowankami Atlético Madryt, w środku dwumeczu Ligi Mistrzów przeciwko Arsenalowi — porażki, której Mestalla długo nie zapomni. Valencianismo opuszczało stadion zawstydzone, i miało ku temu powody, przez to, co zobaczyło i czego nie zobaczyło na murawie. Kompromitacja na ogromną skalę, widoczna dla całej Europy, zostawia drużynę rozbitą w najważniejszym momencie sezonu i bardziej niż kiedykolwiek naraża jej pozostanie w elicie.
Ostatecznie to Valencia, a nie Atlético, „zafałszowała” rozgrywki swoim upokarzającym występem. Bo jeśli jakakolwiek drużyna sprawiała wrażenie, że gra na Mestalla o życie, był to zawsze zespół rojiblancos. Simeone nie musiał nawet wystawiać pierwszej jedenastki. Cholo wywiózł z Mestalla trzy punkty z Nahuélem Moliną w roli gwiazdy i zespołem C, pełnym „dzieciaków” z Atlético Madrileño. Javier Boñar, Julio Díaz, Javi Morcillo, Rayane Belaid, Aleksa Purić oraz debiutujący strzelcy goli, Iker Luque i Miguel Cubo, zawstydzili drużynę Carlosa Corberána. Spacer Atlético był dla Cholo tak przyjemny, że Argentyńczyk pozwolił sobie nawet na luksus „rozruszania” swoich weteranów, Koke i Griezmanna, w ostatnich minutach — jakby był to kolejny tygodniowy trening przed wtorkowym rewanżem na Emirates Stadium.
Młodzi piłkarze Atleti nigdy nie zapomną tego dnia. Valencianismo również. Oby tylko drużyna i kibice nie musieli wspominać tej haniebnej porażki w ostatniej kolejce LaLigi, bo przy zaledwie 39 punktach na koncie i dwunastu wciąż do zdobycia najgorsze może dopiero nadejść. Począwszy od tego, co wydarzy się w poniedziałek o 21:00 na Pizjuán w meczu Sevilli z Realem Sociedad. Jeśli zespół Luisa Garcíi wygra przed własną publicznością, będzie miał 37 punktów, wyprzedzi Alavés (36) i zostawi Valencię tylko trzy punkty nad czerwoną strefą.
Skazani na cierpienie
Valencia CF jest skazana na cierpienie. Tak właśnie wybrała wczoraj drużyna na Mestalla. Jasne jest, że żaden mecz nie będzie łatwy — najlepszym dowodem jest to, co wydarzyło się przeciwko Atlético. Do rozegrania pozostały cztery kolejki. Pierwszym finałem będzie starcie z Athletikiem Club na San Mamés w niedzielę 10 maja. Drugim — mecz z Rayo Vallecano na Mestalla w kolejce w środku tygodnia, w czwartek 15 maja. Valencia zakończy sezon przeciwko dwóm drużynom, które nie będą już grały o nic: z Realem Sociedad w San Sebastián, podczas pożegnania zdobywcy Pucharu Króla przed własną publicznością, oraz z Barceloną na Mestalla — najpewniej już z mistrzostwem LaLigi w kieszeni. Po tym, co zobaczyliśmy wczoraj, trudno komukolwiek ufać.
Na własne życzenie. Wczoraj to było żałosne.
Nie kreujemy sobie w ogóle sytuacji to jak mamy wygrywać.
Przecież w pozostałych meczach to będzie co najwyżej zwycięstwo z Rayo. A pewnie i to nie.