Valencia CF zatrzymała się w pół drogi w meczu ze Stoke City (1-1)
- Corberán wraca z Anglii z wykrystalizowaną podstawową jedenastką oraz Danjumą w roli skutecznego „numeru 9”, ale także ze świadomością, że zespół musi zrobić postęp zarówno na boisku, jak i na rynku transferowym.
- Valencia wypuściła zwycięstwo z rąk i zremisowała 1:1 po samobójczym trafieniu głową Monferrera, prawego obrońcy z klubowej akademii. Wychowanek nie ponosi jednak winy za problemy drużyny.
Valencia CF zakończyła zgrupowanie w Anglii remisem 1:1 ze Stoke City na Bet365 Stadium. Podopieczni Carlosa Corberána objęli prowadzenie po golu Danjumy i rozegrali więcej niż przyzwoitą pierwszą połowę. Po przerwie ich gra stopniowo jednak gasła, aż w końcu gospodarze wyrównali po pechowym samobójczym trafieniu młodego Monferrera.
Niezależnie od wyniku spotkanie przyniosło kilka interesujących wniosków. Corberán coraz wyraźniej kształtuje podstawową jedenastkę na oficjalny debiut w LaLiga przeciwko Celcie. Z Wielkiej Brytanii wraca również z Danjumą przekwalifikowanym na skutecznego środkowego napastnika, ale jednocześnie z koniecznością dalszego rozwijania gry zespołu i przyspieszenia działań transferowych.
W sierpniu klub czeka jeszcze wiele pracy — zarówno na murawie, jak i w gabinetach. Valencia musi dokonać wzmocnień i poprawić swoją grę. Tylko w ten sposób może uniknąć kolejnego sezonu pełnego cierpienia.
Już po pierwszej minucie można było przekonać się, jak ważne jest sprowadzenie sprawdzonego prawego obrońcy, aby w kolejnych spotkaniach nie rzucać wychowanków na głęboką wodę. Thomas znalazł się sam na sam z Dimitrievskim po tym, jak uciekł Monferrerowi, młodemu zawodnikowi wybranemu przez Corberána do załatania dziury na prawej stronie defensywy. Na szczęście akcja nie zakończyła się golem.
Tego szczęścia zabrakło Monferrerowi w drugiej połowie, kiedy próbując wybić piłkę, skierował ją do własnej bramki. Dośrodkowanie w ogóle nie powinno jednak dotrzeć w pole bramkowe. Była to wyjątkowo okrutna sytuacja, zwłaszcza że wszystkie reflektory są obecnie skierowane na problem prawej obrony.
Wychowanek nie jest jednak niczemu winien. Zarówno Monferrer, jak i Gamón mają duży potencjał i będą pomagać drużynie na tyle, na ile potrafią. Klub powinien ich wspierać, a nie obarczać odpowiedzialnością.
Również zaledwie minuty potrzebował Dimitrievski, aby pokazać, dlaczego jest jednym z filarów tego zespołu. Pierwszy mecz, pierwsza minuta i pierwsza obroniona sytuacja sam na sam, choć pomógł mu w tym także dość naiwny Thomas. Bramki Valencii strzeże zawodnik gwarantujący najwyższy poziom, podobnie jak podczas znakomitej drugiej części poprzedniego sezonu.
Równie ważny, a być może nawet ważniejszy, powinien być dla drużyny Javi Guerra. Piłkarz z Gilet potrafi robić różnicę na pozycji „dziesiątki”, która pozwala mu cofać się do rozegrania, pomagać w wyprowadzaniu piłki, a następnie pojawiać się w polu karnym przeciwnika i stwarzać zagrożenie.
Właśnie w ten sposób Valencia zdobyła pierwszą bramkę w meczu ze Stoke. Guerra wykonał w polu karnym manewr wart wiele milionów — dokładnie 60, tyle ile wynosi obecnie jego nowa klauzula odstępnego — po czym zagrał piłkę do tyłu z charakterystyczną dla najlepszych zawodników swobodą. Akcję wykończył Danjuma.
Tak, ponownie Danjuma. Arnaut po raz kolejny odpowiedział na zaufanie Corberána i znów okazał się decydujący w roli środkowego napastnika, wyprzedzając w hierarchii Hugo Duro oraz Umara Sadiqa.
Po dwóch golach strzelonych Derby County trener ponownie postawił na niego od pierwszej minuty i ten wybór przyniósł efekt. Choć jeszcze niedawno trudno było to sobie wyobrazić, Corberán wraca z Anglii z „nowym numerem 9”, który regularnie trafia do siatki.
Nikt nie kwestionuje umiejętności Holendra. Gdy Danjuma jest w formie i odpowiednio nastawiony, powinien bezdyskusyjnie grać w podstawowym składzie obecnej Valencii. Podczas zgrupowania w Anglii prezentował właśnie taką dyspozycję, ku zaskoczeniu wielu obserwatorów.
Zawodnik odpowiedział na boisku i pokazał, że chce pozostać w klubie. Jeżeli rzeczywiście takie są jego zamiary, bez wątpienia znajdzie się dla niego miejsce w zespole.
Pierwsza połowa przyniosła także więcej pozytywnych wniosków. Dobrze wyglądała współpraca Tárregi i De Haasa, którzy umacniają swoją pozycję jako podstawowa para środkowych obrońców. Obiecująco prezentowało się również wzajemne uzupełnianie się Guido Rodrígueza, Ugrinicia i Javiego Guerry w środku pola.
Zespół sprawia wrażenie, jakby miał już jasno określony kręgosłup, czego bardzo brakowało w pierwszej części poprzedniego sezonu. Dimitrievski, Tárrega, De Haas i Guido pozostali na murawie także po przerwie. Nie wydawało się to przypadkowe. To właśnie wokół nich drużyna powinna się rozwijać.
Słabsza druga połowa
Jednym z celów Corberána w spotkaniu ze Stoke City było umożliwienie podstawowym zawodnikom rozegrania więcej niż 45 minut. Tak też się stało. Szkoleniowiec nie wymienił całej jedenastki w przerwie, lecz pozostawił na boisku najważniejszych piłkarzy, aby mogli stopniowo łapać rytm meczowy przed inauguracją ligi.
Przeprowadził tylko trzy zmiany, wprowadzając Hugo Duro, Otorbiego i Rabę. Co istotne, Kantabryjczyk pojawił się na murawie wcześniej niż Almeida. Można to odczytać jako wyraźny sygnał Corberána wobec Portugalczyka, któremu klub szuka nowego pracodawcy.
Problem polegał na tym, że wraz z upływem czasu gra Valencii stawała się coraz mniej wyrazista. Wówczas powróciły demony z pierwszej części poprzedniego sezonu. Drużyna straciła kontrolę nad wydarzeniami, cofnęła się, utraciła organizację i energię, a Stoke zbyt łatwo zaczęło dochodzić do groźnych sytuacji.
Jedną z nich zakończyło samobójcze trafienie Monferrera głową. Później Cissé próbował przelobować Dimitrievskiego, lecz bramkarz Valencii zdołał skutecznie interweniować.
Po godzinie gry rozpoczęła się seria zmian. Gamón, Jesús Vázquez, Dieng oraz Almeida wnieśli do zespołu nieco świeżości, ale niewiele więcej. Pod względem piłkarskim Valencia praktycznie niczego już nie zaoferowała.
Na dwadzieścia minut przed końcem pojawił się kolejny powód do niepokoju. De Haas poprosił o zmianę, a jego miejsce zajął młody Iker Córdoba. W ostatnich fragmentach spotkania zasłużone minuty otrzymali również Wanjala, który zastąpił Tárregę, oraz Mayol, zmieniający Guido.
Sparing ponownie zakończył się przepychanką, tym razem po spięciu z udziałem Jesúsa Vázqueza. Poza tym niewiele więcej się wydarzyło. Pod względem sportowym spotkanie skończyło się już wiele minut wcześniej.
Teraz Valencia musi przeprowadzić transfery i poprawić swoją grę.
Informacje meczowe
Stoke City FC: Johansson, Wilmot, Lawal, Graham (Gibson, 83. minuta), Bocat, Seko (Soumaré, 76.), Ingelsson, Manhoef, Rigo (Junho, 76.), Thomas i Cissé.
Valencia CF: Dimitrievski, Monferrer (Gamón, 60.), Tárrega (Wanjala, 85.), De Haas (I. Córdoba, 46.), Gayà © (J. Vázquez, 60.), Guido (Mayol, 85.), Ugrinic (Dieng, 60.), L. Rioja (Otorbi, 46.), Ryunosuke (Hugo Duro, 46.), Javi Guerra (Raba, 46.) i Danjuma (A. Almeida, 60.).
Gole: Danjuma, 12. minuta — 0:1; Monferrer, gol samobójczy, 54. minuta — 1:1.
Sędzia: Tom Reeves. Żółtymi kartkami ukarał Jesúsa Vázqueza i Lawala.