Valencia CF odżywa w Mendizorrozie (0-1)

  • Zespół ucieka od najgorszego startu w historii dzięki zbawiennemu golowi Riojy (0:1), lepszej postawie zawodników i trafnym decyzjom tymczasowego trenera.

Valencia CF odżyła w Vitorii, pokazując zupełnie inną twarz dzięki wyraźnemu krokowi naprzód ze strony zawodników i dobrym decyzjom podejmowanym przez Óscara Sáncheza z ławki trenerskiej. Tymczasowy szkoleniowiec i jego piłkarze wreszcie znaleźli upragniony punkt zwrotny sezonu, odnosząc pierwsze zwycięstwo w LaLiga.

„Nietoperze” zdobyły Mendizorroza po świetnym podaniu Javiego Guerry i zbawiennym golu Luisa Riojy, który przerwał serię czterech kolejnych porażek i dał klubowi ogromny zastrzyk tlenu. Wszystko przy obecności Braulio Vázqueza na trybunach i z nadzieją, że przed zespołem wreszcie pojawia się lepsza przyszłość.

Nowa i stara twarz Valencii

Valencia zaczęła ten mecz inaczej. Od pierwszej minuty wyglądała jak zupełnie inny zespół. A właściwie jeszcze zanim piłka poszła w ruch.

Óscar Sánchez mocno przemeblował wyjściowy skład, wprowadzając wychowanka Mayola do środka pola, przywracając Danjumę na skrzydło i ustawiając Hugo Duro na szpicy. Transfery przeprowadzone za czasów Rona Gourlaya — Aliou Dieng, Ryunosuke Sato i Arnau Martínez — rozpoczęły spotkanie na ławce rezerwowych.

Zmieniła się jednak nie tylko jedenastka, ale także nastawienie piłkarzy. Valencia była bardziej intensywna, agresywna i skoncentrowana. Zespół odzyskał charakter, dynamikę i ruchliwość, których wcześniej brakowało. W efekcie biegał więcej, wygrywał pojedynki i przez pierwsze 25 minut stworzył więcej dobrej gry niż przez cały dotychczasowy sezon. Szczególnie dobrze prezentował się Danjuma.

Arnaut w 18. minucie wyprowadził Valencię na prowadzenie po precyzyjnym prostopadłym podaniu Javiego Guerry, ale chwilę później do akcji wkroczył VAR i anulował gola z powodu minimalnego spalonego.

Braulio złapał się za głowę na trybunie honorowej. Było bardzo blisko 0:1.

Valencia nie zamierzała jednak się zatrzymywać. Statystyka mówiła sama za siebie: po pół godzinie miała 60 procent posiadania piłki, co było efektem ustawienia z czterema pomocnikami, na które zdecydował się Óscar. Zespół chciał grać, ale problemem wciąż pozostawało wykończenie akcji.

Guido, Maffeo, Ugrinic i Hugo Duro próbowali swoich sił, lecz bez powodzenia.

Dobry początek nie przełożył się jednak na całą pierwszą połowę. Z każdą minutą Valencia stopniowo traciła kontrolę nad spotkaniem, a Alavés nabierał rozpędu i coraz częściej zagrażał bramce Dimitrievskiego.

Macedoński bramkarz musiał się mocno napracować, aby odbić groźny strzał Ángela Péreza, najlepszego zawodnika gospodarzy. Nie była to jedyna okazja Alavés. Ibáñez, Boyé i Toni Martínez również postraszyli Valencię, która jeszcze przed przerwą zaczęła przypominać sobie stare demony.

Upragniony gol

Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił. Toni Martínez oddał strzał sprzed pola karnego, a piłka minęła słupek bramki Dimitrievskiego o centymetry.

Mimo obiecującego początku Valencii, Alavés coraz wyraźniej zaczynał przejmować inicjatywę. Chwilę później Ibáñez niemal wykorzystał błąd środkowych obrońców. Zespół stracił pewność w defensywie, a w ataku przestał zaskakiwać. Jego gra stawała się coraz bardziej przewidywalna.

Óscar zaczął więc szukać odpowiedzi na ławce, wpuszczając Rioję i Otorbiego, który ponownie wniósł sporo energii, podobnie jak wcześniej na Sánchez-Pizjuán.

W momencie największych wątpliwości pojawiła się jakość Javiego Guerry. Pomocnik z Gilet zagrał kapitalną piłkę za linię obrony Alavés — podanie najwyższej klasy — a Rioja lekkim, technicznym uderzeniem pokonał Siverę i po raz pierwszy w tym sezonie wyprowadził Valencię na prowadzenie. Piękny gol i ogromna ulga całej drużyny, co było doskonale widać podczas celebracji.

Valencia, która chwilę później straciła Rioję z powodu urazu, miała jeszcze znakomitą okazję, by zamknąć mecz. Guerra wyprowadził perfekcyjny kontratak, ale Otorbi minimalnie chybił. Jego strzał przeleciał tuż obok słupka. Szkoda.

Quique Sánchez Flores spróbował jeszcze uratować remis, dokonując potrójnej zmiany i wpuszczając Guevarę, Aleñę oraz Miguela Rodrígueza, ale było już za późno.Jeśli ktoś miał jeszcze szansę trafić do siatki, to Danjuma w ostatniej akcji meczu.

Nie było to jednak potrzebne. 0:1. Valencia wciąż żyje.

5 1 głosowanie
Article Rating
4 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
EverBanega87
EverBanega87
14 dni temu

Wygrać z Alaves jest bardzo trudno, wygrać na Medizorrozie jest naprawdę ciężko. Mieliśmy szczęście ale też drużyna biegała i dobrze się ustawiała. Była energia. Zastanawiam się czy wcześniej grali przeciwko trenerowi. Kolejny zresztą raz.

LukasZ_NS
LukasZ_NS
Odpowiedz do  EverBanega87
14 dni temu

Całkiem możliwe i dlatego trenerowi kontrakt nowy dali długi żeby piłkarze myśleli, że się go nie pozbędą tak łatwo…

LimaK
LimaK
14 dni temu

Bardzo ważne zwycięstwo.
Oby zespół uwierzył w siebie i w następnym meczu wyszedł z pozytywnym nastawieniem.

los ches
los ches
13 dni temu

Co prawda to tylko jeden mecz, ale znamienne jest, że chwilowy trener miał odwagę i również nosa stawiając na debiutanta wychowanka. Mayola pomimo drobnych błędów, wniósł wiele dobrego do gry.
Czasami najciemniej bywa pod latarnią.