- Sadiq, Unai Núñez i Guido wzmacniają Valencię, na którą silnie wpłynęła poważna kontuzja Diakhaby’ego oraz brak realnych postępów w operacjach wychodzących.
Valencia CF przeżyła zimowe okno transferowe naznaczone koniecznością — kolejny styczeń z rzędu. Początek 2026 roku, z zespołem uwikłanym w strefę spadkową Primera División, zmusił klub do działania: korekty letnich błędów i wzmocnienia kadry, która w pierwszej części sezonu miała wyraźne braki. Nie był to rynek wielkich nagłówków, ale decyzji wymuszonych kontekstem, które zaważą na dalszym przebiegu rozgrywek — a przede wszystkim na walce o utrzymanie w LaLidze EA Sports.
Z Carlosem Corberánem na ławce przekaz był jasny od pierwszego dnia: potrzebne były rozwiązania natychmiastowe. Valencia musiała zareagować i zrobiła to poprzez trzy kluczowe wzmocnienia, definiujące biało-czarną zimę: Umar Sadiq (transfer definitywny z Realu Sociedad), Unai Núñez (wypożyczenie z opcją wykupu) oraz Guido Rodríguez (pozyskany z West Hamu).
Rynek pod presją: spadek i pilność
Najważniejszym transferem — zarówno sportowo, jak i symbolicznie — było pozyskanie Umara Sadiqa. Napastnik, który już w poprzednim sezonie podczas wypożyczenia pokazał przebłyski jakości, stał się pełnoprawnym zawodnikiem Valencii w jasnym sygnale wzmocnienia ataku. Klub próbował sprowadzić Nigeryjczyka latem, lecz wówczas pozostał jeszcze kilka miesięcy w Realu Sociedad. Zimą Valencia przycisnęła i 8 stycznia Sadiq zameldował się na Mestalla. Daje on obecność w polu karnym i ciągłe zagrożenie dzięki swojej nieprzewidywalności, której drużynie brakowało przez dużą część sezonu.
Równolegle pojawił się Unai Núñez, wypożyczony z opcją wykupu — odpowiedź na oczywistą potrzebę w defensywie. Stoper wnosi doświadczenie w Primera División i fizyczną stanowczość, której Valencia potrzebowała na już. Jego transfer nabiera jeszcze większego sensu w kontekście najboleśniejszego „ruchu” tego okna… który ruchem transferowym nie był.
Bo jeśli jedno nazwisko zdeterminowało rynek Valencii, to Mouctar Diakhaby. Poważna kontuzja stopera, wykluczająca go do końca sezonu, była sportowym i mentalnym ciosem. Diakhaby był filarem obrony, a jego absencja wymusiła załatanie luki po długotrwałym urazie właśnie zimą.
W tym kontekście pojawia się trzeci kluczowy ruch: Guido Rodríguez. Argentyński pomocnik przyszedł z West Hamu, z kontraktem mogącym zostać przedłużonym po zakończeniu sezonu. To transfer o ogromnej wartości piłkarskiej. Guido wnosi równowagę, doświadczenie, czytanie gry i hierarchię, której środek pola Valencii potrzebował jak tlenu. To nie piłkarz „highlightów”, lecz zawodnik, który podtrzymuje konstrukcję całego zespołu.

Santamaría i Raba — odejścia, które nie ruszyły
Po stronie odejść rynek był znacznie spokojniejszy, niż oczekiwano na Mestalla. Przez tygodnie mówiło się o możliwych transferach Baptiste’a Santamaríi i Daniego Raby — zawodników, którzy nie znaleźli swojego miejsca ani pełnego zaufania Corberána. Obaj byli rozpatrywani jako kandydaci do odejścia, by zwolnić miejsce w kadrze, jednak nie doszło do żadnych realnych postępów. Jak informował „SUPER”, obaj są zdecydowani zostać, a jedynie bardzo atrakcyjna, spóźniona oferta — dziś już mało prawdopodobna — mogłaby zmienić sytuację.
Potwierdzeniem tego jest fakt, że zarówno Francuz, jak i Kantabryjczyk trenowali normalnie w poniedziałek w Paternie. Nie ma zaawansowanych negocjacji ani intencji odejścia. Corberán wysłał jednak wyraźny sygnał Rabie, pomijając go w kadrze na mecz ligowy z Betisem na La Cartuja. Santamaría wystąpił w tym sezonie w 20 spotkaniach (10 od pierwszej minuty), Raba w 14 (6 w podstawowym składzie).
Wyprzedzenie lata: De Haas i Dieng, ale lupa na prawą obronę
Valencia pracowała także z myślą o przyszłym sezonie. Wszystko jest na dobrej drodze, by Aliou Dieng został zawodnikiem Valencii od przyszłego lata. Reprezentant Mali kończy kontrakt z Al Ahly, a klub z Mestalla pozyska go bez kwoty odstępnego, o ile nic się nie wydarzy. Dla piłkarza będzie to pierwszy krok do Europy, po ostatnich miesiącach kariery w Afryce.
Również Justin de Haas dał zielone światło warunkom zaproponowanym przez Valencię. Negocjacje trwają od listopada, a jak informowano 22 stycznia, dyrekcja sportowa z Ronem Gourlayem na czele wyprzedziła konkurencję w walce o lewego stopera Famalicão. Jeśli portugalski klub nie zmieni stanowiska, a po drodze nie dojdzie do nowych odejść, transfer dojdzie do skutku 1 lipca.
Rynek zamyka się więc z poczuciem, że Valencia zrobiła to, co musiała — i tylko to. Klub wzmocnił newralgiczne pozycje, zareagował na poważny uraz, ale pozostaje niedosyt, choćby w kontekście prawej obrony.
Transfery są, okno zamyka się dziś, a Mestalla znów wyda werdykt. Valencia ruszyła pionkami. Teraz trzeba sprawdzić, czy to wystarczy, by odmienić sezon, który zaczął się krzywo, ale wciąż daje szansę na odwrócenie losu.