Thierry żegna się z Valencią i wbija klubowi kilka szpilek

  • Portugalski prawy obrońca, który nie przedłuży kontraktu z klubem z Mestalla, odchodzi, twierdząc, że Valencia to „bardzo niestabilny klub, w którym między kibicami a władzami panuje toksyczna atmosfera”.

Było lato 2019 roku, gdy Thierry Rendall trafił do Valencii CF jako obiecujący prawy obrońca, mający za sobą niewiele występów na najwyższym poziomie w barwach Sportingu CP. Kwota 12 milionów euro, jaką za niego zapłacono, ciążyła mu na początku, ale również aż do ostatniego dnia jako zawodnika Valencii. Jego dobre cechy nigdy nie zdołały się w pełni utrwalić, w dużej mierze przez kontuzje — liczne i pojawiające się niemal bez przerwy.

W siedmiu sezonach, podczas których bronił barw Valencii CF, dwa były zgodne z oczekiwaniami wobec niego. Wyróżniał się zarówno przy zaufaniu Javiego Gracii, jak i José Bordalása, a także przez pewien etap pod wodzą Gattuso. Rotacje z Foulquierem nie wydobyły jednak tego, co najlepsze z żadnego z nich, a teraz portugalska przygoda dobiega końca. Thierry ma świeżo skończone 27 lat. Chętnych na pewno mu nie zabraknie, ale prawda jest taka, że swój etap na Mestalla uznał już za zamknięty w rozmowie z „Flashscore”, w której przy okazji mocno uderzył w klub.

Najbardziej krytyczny Thierry zabrał głos — być może właśnie teraz, gdy wie już, że nie zostanie przedłużony, a priorytetem Rona Gourlaya jest wzmocnienie prawej strony defensywy. Prawy obrońca zapewnia, że brak jasnego celu „był błędem od samego początku”, wskazując jednocześnie porażkę z Oviedo jako punkt zwrotny, po którym sezon „zaczął stawać się niestabilny”.

„Z Barają sprawy nie szły dobrze, a czasami, przy zmianie otoczenia i metod pracy, można zmienić mentalność. To właśnie udało się osiągnąć trenerowi. W tym roku mieliśmy więcej trudności, nie sądzę, żebyśmy osiągnęli pełnię naszego potencjału. Doszliśmy do momentu, w którym straciliśmy swoją tożsamość, w niektórych meczach byliśmy trochę zagubieni i to nam zaszkodziło” — powiedział.

Niestabilność w klubie, ale wdzięczność wobec Mestalla

Portugalski boczny obrońca uważa, że w klubie brakuje stabilności. „Valencia CF to bardzo niestabilny klub. Między kibicami a władzami panuje toksyczna atmosfera. Czy nam się to podoba, czy nie, to szkodzi i myślę, że wina leży również po naszej stronie” — dodał, dokonując przy tym samokrytyki.

Jednocześnie podkreślił „niesamowite uczucie”, jakim było regularne oglądanie ponad 40 tysięcy ludzi na stadionie.

Kontuzje jako ogromne obciążenie

Po 11 miesiącach przerwy spowodowanej urazem i bez przepracowanego okresu przygotowawczego Thierry doznał kontuzji mięśni kulszowo-goleniowych w momencie, gdy zaczynał łapać formę.

„Po mojej pierwszej kontuzji w Valencii przypięto mi łatkę zawodnika ze szkła i to wpłynęło na mnie psychicznie. Były momenty, w których nie powinienem był grać, ale przez tę etykietę kończyłem, zmuszając się do gry” — przyznał w wywiadzie, nie wskazując bezpośrednio na sztab medyczny ani szkoleniowy.

0 0 głosy
Article Rating
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
staste77
staste77
17 dni temu

Jakie tam szpilki; i tak był delikatny będąc już poza klubem.
Szkoda, że tak się potoczyła jego kariera, gdyż po słabym początku widać było, że możę stać się b. dobrym obrońcą.