Valencia CF stawia sprawę jasno w sprawie przedłużenia kontraktu z Gayą

  • Gourlay przekazał, że klub nie przedstawi kapitanowi kolejnych ofert. Zawodnik jest gotów obniżyć swoje obecne zarobki o 70%, ale propozycja Valencii jest jeszcze niższa. Jeśli klub nie wróci do rozmów, od 1 stycznia 2027 Gayà będzie mógł negocjować z innymi zespołami.

Valencia CF postawiła swojego kapitana pod ścianą. Trzy tygodnie temu klub przedstawił mu ofertę przedłużenia kontraktu, którą otoczenie zawodnika uznało za wręcz absurdalną. Agenci piłkarza odrzucili ją, traktując niemal jak obrazę.

Później Valencia złożyła drugą propozycję, która tylko nieznacznie poprawiała warunki pierwszej. Na ten moment sygnał płynący z klubu jest jasny: oferta nie zostanie już podniesiona i ma charakter ostateczny. Tym samym piłka znalazła się po stronie zawodnika.

Gayà zdaje sobie sprawę, że jego rola sportowa w zespole stopniowo się zmienia, zarówno pod względem znaczenia, jak i liczby minut. Nadal pozostaje jednak kapitanem, ponownie wybranym w ubiegłym tygodniu przez Carlosa Corberána.

Pochodzący z Pedreguer zawodnik jest gotów obniżyć swoje obecne wynagrodzenie aż o 70%. Obecnie zarabia około sześciu milionów euro brutto za sezon. Dla klubu nawet taka redukcja okazała się jednak niewystarczająca.

Valencia zaproponowała mu przedłużenie kontraktu o kolejne dwa sezony — obecna umowa wygasa w czerwcu 2027 roku — z wynagrodzeniem wynoszącym niewiele ponad milion euro brutto rocznie. Oznaczałoby to, że Gayà mógłby przejść z około trzech milionów euro netto za sezon do mniej więcej 500 tysięcy, czyli zaakceptować obniżkę przekraczającą 80% obecnych zarobków.

W przypadku Meriton od dawna trudno jeszcze czymkolwiek się zaskoczyć. A jednak zawsze pojawia się kolejna sytuacja. Tym razem chodzi o brak szacunku — zarówno wobec samej instytucji, jej wartości, jak i własnego dziedzictwa, którym w tym przypadku jest jeden z piłkarzy mających status klubowej legendy.

José Luis Gayà, niezależnie od opinii jego krytyków, jest częścią historii Valencii CF.

Oczywiście znajduje się obecnie bardzo daleko od swojej najlepszej formy. Mimo to w poprzednim sezonie był trzecim zawodnikiem zespołu pod względem liczby rozegranych minut. Jego forma wyraźnie odbiega od czasów, gdy znajdował się w szczytowym momencie kariery, a w rzeczywistości od dwóch sezonów można mówić o wyraźnym spadku jego poziomu.

Być może nie bez związku z jednoczesnym obniżeniem jakości całej drużyny.

Teraz wygląda na to, że Jesús Vázquez wyprzedził Gayę w walce o miejsce w podstawowej jedenastce. Corberán zamierza rozpocząć sezon z zawodnikiem z Estremadury w składzie, podczas gdy kapitan Valencii ma usiąść na ławce rezerwowych.

Liczby godne legendy

Postać Gayi wykracza jednak daleko poza jego obecną dyspozycję.

Do akademii Valencii trafił w 2006 roku, mając zaledwie 11 lat. Dwie dekady później jego kariera pozwoliła mu znaleźć się w gronie zawodników z największą liczbą występów w historii klubu.

Obecnie zajmuje siódme miejsce w klasyfikacji piłkarzy z największą liczbą meczów w barwach Valencii — ma ich na koncie 408. Wyprzedzają go jedynie Santiago Cañizares (416), Mestre (424), Miguel Ángel Angulo (434), David Albelda (485), Ricardo Arias (521) oraz Fernando Gómez (553).

W przeszłości Gayà odrzucał propozycje największych klubów Europy. Interesowały się nim Real Madryt, Paris Saint-Germain, FC Barcelona, Atlético Madryt, Manchester United, a także Sevilla czy Real Sociedad. W niektórych przypadkach mógł praktycznie sam określić warunki finansowe.

Lewy obrońca zawsze miał jednak jasny plan. Chciał zostać w Valencii.

Marzył o zakończeniu kariery w biało-czarnych barwach i zostaniu symbolem typu One Club Man na Mestalla. Teraz realizacja tego scenariusza wydaje się jednak bardzo trudna. Jeśli w wieku 31 lat nie osiągnie porozumienia w sprawie nowego kontraktu, prawdopodobnie odejdzie, by kontynuować karierę w innym klubie.

Decyzja Valencii o uznaniu negocjacji za zakończone, na cztery miesiące przed momentem, w którym zawodnik będzie mógł swobodnie rozmawiać z innymi klubami, może wyglądać jak próba postawienia wszystkiego na jedną kartę.

Czas pokaże, czy rzeczywiście tak jest i klub ostatecznie zmieni stanowisko, wracając do rozmów w celu zatrzymania kapitana, czy też pozwoli mu odejść bez kwoty odstępnego po 1 stycznia.

Decyzja znajduje się w rękach Gourlaya. Może uszanować historię klubu albo po raz kolejny się od niej odwrócić.

0 0 głosy
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest

3 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Cichyjoe
Cichyjoe
5 dni temu

Szanuję zawodnika, ale opaska kapitańska powinna powędrować do kogoś innego. Kompletnie nie udźwignął w poprzednich sezonach swojej roli. Ja bym jeszcze sprowadził kogoś na lewą stronę. Oby Vazquez dał radę. Ma talent, jest wybiegany, powinien nabrać więcej doświadczenia.

LimaK
LimaK
4 dni temu

Praktycznie nie ma już piłkarzy tak przywiązanych do jednego klubu. Szacunek za to!

Niestety sportowo daje coraz mniej i coraz częściej jego zachowanie na boisku wzbudza niepokój.

Mam nadzieję, że jego forma będzie lepsza w tym sezonie, kontuzje przestaną go nękać i w klubie uznają, że warto przedstawić mu lepszą ofertę.

staste77
staste77
3 dni temu

Beznadzieja. To jest brak szacunku ze strony klubu. Żenujące!
Wstyd mi za ten klub. Przecież to nie jest jeszcze staruszek – 31 lat to nie jest wielki wiek – i może dać nam jeszcze dużo, szczególnie jako mentor młodszych zawodników.
Żeby nie wyskrobać kilku groszy więcej na takiego zawodnika to żenujące!

3
0
Będę wdzięczny za komentarze.x