Wywiad z Carlosem Solerem

  • Były piłkarz Valencii udzielił wywiadu dla dziennika SUPER tuż przed swoim trzecim finałem Pucharu Króla, wciąż nosząc w sobie niezatarte wspomnienia dwóch pierwszych – jeszcze jako piłkarz “Nietoperzy”.

Carlos Soler rozmawia z SUPER przed finałem Copa del Rey pomiędzy jego Realem Sociedad a Atlético Madryt na stadionie La Cartuja w Sewilli. Valencjanin emanuje światłem i szczęściem – zarówno w życiu prywatnym, jak i sportowym przeżywa wyjątkowo dobry moment. Niedawno został ojcem małego Martína, odzyskał swoją najlepszą formę, co zaowocowało powołaniem do reprezentacji Hiszpanii po czterech latach, a teraz dzieli go zaledwie dziewięćdziesiąt minut od ponownego zdobycia Pucharu Króla.

Sobotni mecz będzie trzecim finałem w jego karierze. Dwa pierwsze rozegrał jako zawodnik Valencii. Ten z 2019 roku został „na zawsze wyryty w jego pamięci”. Za każdym razem, gdy go ogląda, wzrusza się. Finału z 2022 roku również nigdy nie zapomni, mimo bolesnej porażki w rzutach karnych. Carlos jest wiecznie wdzięczny Realowi Sociedad, bo w San Sebastián znalazł swoje „idealne środowisko”, by znów być sobą – ale jego serce zawsze pozostanie biało-czarne. Widać to w sposobie, w jaki mówi, myśli, czuje i wspomina – zwłaszcza gdy z żalem przyznaje, że stare Mestalla ma przed sobą już tylko rok istnienia.

Zacznijmy od najważniejszego, Carlos. Jak się ma Martín? Ostatnio po raz pierwszy widzieliśmy cię z synem na stadionie.

Bardzo dobrze, bardzo dobrze. To spokojne dziecko, naprawdę. Tamten dzień był pierwszym, kiedy zabrałem go na stadion i spał sobie spokojnie mimo całego hałasu. Jest bardzo grzeczny… jak ojciec (żartuje).

O tobie wiemy, że jesteś świetnym piłkarzem, ale… jak odnajdujesz się w roli ojca?

Dobrze, naprawdę dobrze. Przyzwyczajam się do tego nowego życia, bo zmienia ono wszystko – i pewnie sam też możesz to powiedzieć… (uśmiecha się). Ale jestem bardzo szczęśliwy. Powrót do domu to radość – zobaczyć żonę i syna, spędzić z nimi popołudnie. Chciałbym być z nimi jeszcze więcej, jak każdy ojciec, ale ten czas, który mam, wykorzystuję maksymalnie.

Zabierzecie małego na finał?

Nie (żałuje), nie przyjedzie. Dokładnie 19-go, dzień po meczu, kończy dwa miesiące. Jest jeszcze bardzo mały, a trybuny, tłum ludzi… Moja żona musiałaby cały czas na niego uważać i może nie mogłaby w pełni przeżyć finału. Najlepiej, żeby dopingował nas z domu.

Nie muszę pytać – jeśli strzelisz gola, wiemy komu go zadedykasz.

Dedykacja jest już pewna. Oczywiście!

Ostatnio byłeś blisko. Masz już cztery gole w tym sezonie. Znów jesteś blisko bramki.

Tak, jestem w takim momencie. Ostatnio strzeliłem dwa gole, mogło być więcej. Często wchodzę w pole karne i cieszę się, że mogę dokładać coś zespołowi.

Mam takie wrażenie – nie wiem, czy się zgodzisz – że tę dojrzałość prywatną przeniosłeś też na boisko.

Myślę, że tak. Za mną wiele meczów, sezonów i sytuacji, które musiałem przezwyciężyć. Piłkarz rozwija się zarówno na boisku, jak i poza nim, i to później widać na murawie. Doświadczenie robi ogromną różnicę – minuty na boisku, życie poza domem… wszystko się sumuje. Przeżyłem różne rzeczy, które mnie ukształtowały i uczyniły lepszym zawodnikiem.

Prezentujesz kapitalny poziom. Co sprawiło, że znów mówimy: Soler wrócił do swojej najlepszej wersji?

Najważniejsze jest to, że znów jestem regularnie na boisku. Wiedziałem, że gdy złapię rytm i będę grał regularnie, pokażę swój poziom – bo już to wcześniej udowodniłem. To właśnie zaprowadziło mnie do reprezentacji, Ligi Mistrzów i wielkich klubów. Środowisko w Realu jest idealne.

Widzę cię bardziej kompletnego niż kiedykolwiek. To najlepszy Soler?

To trochę inna wersja – bardziej dojrzała, z większym doświadczeniem. Mam za sobą więcej meczów i sytuacji boiskowych. Zbliżam się do trzydziestki, grałem w różnych ligach, turniejach… To wszystko, plus regularna gra, pozwala mi wejść na wyższy poziom i znów znaleźć się w reprezentacji.

Pod względem piłkarskim – w czym jesteś lepszy niż w czasach Valencii, PSG czy West Hamu?

W opanowaniu i rozumieniu gry. W tym, kiedy zejść po piłkę, kiedy zrobić miejsce innym, kiedy pressować, a kiedy zostać. Lepiej czytam grę niż kiedyś. Fizycznie nadal jestem na poziomie – dbam o siebie i wykonuję tę „niewidzialną pracę”, korzystając z pomocy najlepszych specjalistów, by grać jeszcze wiele lat.

Świetny wybór – Real Sociedad. Jak wyglądała ta decyzja?

Real interesował się mną już wcześniej. W tym roku pojawiła się kolejna szansa. Mój agent powiedział, że warunki są sprzyjające – transfer był łatwiejszy finansowo, a klub potrzebował pomocnika mojego typu. Ja też potrzebowałem miejsca, które da mi zaufanie i pozwoli wrócić do formy. Wszystko się złożyło – choć jak zwykle u mnie, do samego końca (śmiech). Od tego momentu wszystko idzie w górę.

Dużo zawdzięczasz Matarazzo. Jaki jest jego sekret?

Jest bardzo konkretny. Już w pierwszym tygodniu odbyliśmy szczerą rozmowę. Od tego momentu wszystko zaczęło się układać – mecze z Atlético, Getafe, w Pucharze, z Barceloną… Zbudowaliśmy dobrą relację, dużo rozmawiamy o grze. Jestem bardzo zadowolony, że przyszedł.

W Walencji dobrze znają Guedesa. Też jest w świetnej formie. Widzisz podobieństwa między wami?

Tak. Gdy ma odpowiednie warunki, jest piłkarzem światowej klasy. Tutaj je znalazł. Obaj jesteśmy bardziej dojrzali – on ma dwójkę dzieci, ja też zostałem ojcem. To inny etap życia. Gonçalo to zawodnik różnicujący i ogromnie się cieszymy, że go mamy.

Przejdźmy do finału. Możecie pokonać Atlético?

Oczywiście. Grałem już w finałach – wygrałem i przegrałem. W 2019 nie byliśmy faworytami i wygraliśmy. W 2022 też nie, i przegraliśmy po karnych. Teraz zapowiada się wyrównany i emocjonujący mecz. Obie drużyny długo czekają na trofeum – oby trafiło do Donostii.

Gdzie widzisz klucz do zwycięstwa?

W zarządzaniu trudnymi momentami. Atlético będzie miało swoje fragmenty dominacji – my też. Trzeba to dobrze czytać. Gdy jesteśmy słabsi – trzymać się razem. Gdy mamy piłkę – uspokoić grę.

Atlético ma ogromną jakość, ale wy też.

Oczywiście. Mają światowej klasy zawodników, ale my też. Oyarzabal, Gonçalo, Barrenechea, Take, Brais – mamy bardzo kompletny zespół i możemy im zagrozić.

Jako ekspert od finałów – co powiesz młodszym?

Niech się tym cieszą. To wyjątkowy dzień. Mogą pojawić się wątpliwości, strach – ale trzeba się skupić na drodze, która ich tu doprowadziła. Takie okazje nie zdarzają się często. Trzeba je przeżyć w pełni.

Finał z 2019 – co dla ciebie znaczy?

Jeśli nie najlepsze wspomnienie, to jedno z najlepszych. Pierwszy wielki moment, finał z moim klubem, młody wiek, rodzina i przyjaciele na trybunach… Pokonać Barcelonę Messiego i świętować – to był sen.

Jakie obrazy pamiętasz najbardziej?

Dni w Jerez przed finałem, przyjazd na stadion, tłum kibiców, 25 tysięcy ludzi już na rozgrzewce, mój rajd przy drugim golu… To wszystko zostanie ze mną na zawsze.

Wróciłeś do tego meczu?

Tak. Kilka razy. Za każdym razem się wzruszam. Nawet gdy widzę skróty w mediach społecznościowych.

Jak wspominasz przegrany finał z 2022 roku?

To inne uczucie niż zwycięstwo, ale nadal wyjątkowy dzień. To był jeden z moich najlepszych sezonów indywidualnie. Byłem w reprezentacji, na mundialu, kapitanem… To był mój ostatni sezon i finał z Valencią. Przegraliśmy, ale daliśmy z siebie wszystko i kibice byli z nas dumni.

Myślisz jeszcze o tej sytuacji z 90. minuty?

(śmieje się, wzdycha) Jasne, boli. Chciałem tylko strzelić gola… Nie udało się. Później nie mieliśmy już okazji. Kibice często mi to przypominają. Taki jest futbol. Najważniejsze, że zdobyłem trofeum z Valencią.

Jak przeżywasz Valencię z dystansu?

To był nierówny sezon. Po zimowym okienku przyszedł Guido – świetny piłkarz i człowiek. Cieszę się, że pomaga. Valencia powinna jak najszybciej się utrzymać, a potem walczyć o Europę – na to zasługuje klub, kibice i Mestalla, które ma przed sobą ostatni rok.

Powiedziałeś to ze smutkiem – ostatni rok Mestalla.

To przykre. To wyjątkowy stadion. Wszyscy spoza Walencji są nim zachwyceni – jego pionowością, atmosferą… Oby to był wyjątkowy rok.

I żebyś też mógł się pożegnać.

Oby. Chciałbym tam jeszcze zagrać. To miejsce pełne moich wspomnień z dzieciństwa. To byłby bardzo wyjątkowy dzień.

Czy kibice zaczynają lepiej rozumieć twoje odejście?

Nie szukałem zrozumienia. Rozumiem emocje. Minęło dużo czasu, wyjaśniałem to wielokrotnie. Jedno się nie zmieniło – moja miłość do klubu. Tylko już tam nie gram.

Na koniec – mundial. Zobaczymy cię w kadrze?

To nie zależy ode mnie. Decydują trenerzy. Ja mogę tylko pracować – na treningach, w meczach i poza boiskiem. Teraz skupiam się na tym, by pomóc drużynie zdobyć Puchar i awansować do Europy. Reszta przyjdzie sama.

0 0 głosy
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Informacje zwrotne Inline
Wyświetl wszystkie komentarze
0
Będę wdzięczny za komentarze.x