Ambitna, ale bezradna Valencia zaczyna sezon od remisu, który woła o transfery (0-0)
- Zespół z Mestalla źle rozpoczął rozgrywki przeciwko Celcie Vigo. Nie brakowało mu walki, zaangażowania i intensywności, ale jednocześnie obnażył ogromne braki w jakości.
- Do zamknięcia okna transferowego pozostał niewiele ponad tydzień, a drużyna potrzebuje kilku wzmocnień, jeśli nie chce kolejnego sezonu „made in Meriton”.
- Sezon zaczyna się przy niemal wyczerpanej cierpliwości kibiców — już w pierwszej kolejce pojawiły się przyśpiewki wymierzone w piłkarzy i trenera.
Ligowy debiut Valencii CF nie daje zbyt wielu powodów do optymizmu. Zespół był waleczny, ambitny i intensywny… ale jednocześnie rażąco bezradny. Poziom piłkarski drużyny jest alarmująco niski i jasno pokazuje, że na niewiele ponad tydzień przed zamknięciem okna transferowego klub musi przeprowadzić wiele operacji, jeśli chce zbudować zespół zdolny walczyć o europejskie puchary.
Valencii trudno przy tym oceniać według standardów normalnie funkcjonującego klubu, bo niewiele rzeczy w tej instytucji można dziś uznać za normalne. Rozpoczynanie sezonu przed własną publicznością bez ani jednego nominalnego skrzydłowego w kadrze jest jednak sytuacją co najmniej surrealistyczną. W samym środku tej dobrze znanej organizacyjnej niemocy rozpoczął się sezon, w którym kibice już w pierwszej kolejce śpiewali przeciwko niedawno przedłużonemu trenerowi, a Mestalla sprawiała wrażenie stadionu, na którym cierpliwość została wyczerpana jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. W ciągu kilku najbliższych dni trzeba zrobić bardzo dużo, jeśli klub nie chce kolejnego sezonu spod znaku „made in Meriton”.
Valencia stworzyła pierwszą dogodną okazję w okolicach 10. minuty. Ryunosuke Sato świetnie urwał się za plecy obrońców i wyłożył piłkę Arnautowi Danjumie, który w niezrozumiały sposób posłał ją obok bramki. Akcja została przerwana z powodu spalonego Japończyka, choć niewykluczone, że gdyby piłka wpadła do siatki, VAR uznałby trafienie.
Drużyna stopniowo przejmowała inicjatywę dzięki przewadze liczebnej w środku pola, wynikającej z gry trzema środkowymi obrońcami, trzema pomocnikami oraz bardzo aktywnym Sato, który nieustannie pojawiał się między liniami. Zespół Corberána miał jednak problem z nadaniem akcjom głębi z powodu braku zawodników potrafiących atakować wolne przestrzenie. Valencia starała się cierpliwie budować akcje przeciwko Celcie, która w początkowej fazie meczu niemal nie istniała w ofensywie.
Pierwsze poważne ostrzeżenie ze strony Celty przyszło w 24. minucie. Podanie za linię obrony wywołało zamieszanie między Justinem De Haasem a Stole Dimitrievskim. Napastnik zespołu z Vigo przerzucił piłkę nad macedońskim bramkarzem, ale Tárrega zdołał wybić ją sprzed bramki i zapobiec utracie gola. Valencia odpowiedziała natychmiast mocnym dośrodkowaniem z boku, po którym Danjuma uderzył niecelnie. Holender, jak często bywa podczas letnich miesięcy, prezentował się aktywnie i stanowił zagrożenie, szczególnie w akcjach wykorzystujących wolną przestrzeń.
Gil Manzano doprowadzał Mestalla do furii
Przerwa na nawodnienie jeszcze bardziej podgrzała atmosferę. A właściwie zrobił to Gil Manzano swoim sposobem rozdawania żółtych kartek, czym wyjątkowo mocno zirytował publiczność na Mestalla. Valencia częściej przebywała na połowie przeciwnika, ale wyraźnie brakowało jej napastnika potrafiącego dominować w polu karnym — zarówno przy dośrodkowaniach, jak i przy grze tyłem do bramki.
W tym czasie Celta przyspieszyła i zmusiła Dimitrievskiego do interwencji, pokazując przy okazji, że potrzebuje zdecydowanie mniej niż Valencia, aby stworzyć realne zagrożenie pod bramką rywala.
Ugrinic miał najlepszą okazję przed przerwą
Tuż przed zejściem do szatni Ugrinic miał na nodze najlepszą sytuację pierwszej połowy. Po znakomitym kontrataku przeprowadzonym przez Javiego Guerrę Szwajcar znalazł się samotnie w polu karnym, jednak jego strzał był zbyt słaby i zbyt centralny, przez co Radu bez problemu obronił.
Drugą połowę Valencia rozpoczęła od zmiany — Mouctar Diakhaby zastąpił De Haasa, który miał już żółtą kartkę i wyraźne problemy z zabezpieczaniem przestrzeni za własnymi plecami. Układ spotkania zaczął się zmieniać. Celta przejęła kontrolę nad piłką i coraz skuteczniej odsuwała Valencię od gry.
Corberán zdecydował się zdjąć Sato i wprowadzić Umara Sadiqa, czym naraził się na gwizdy Mestalla, ponieważ japoński zawodnik był przez wielu kibiców uważany za jednego z najbardziej aktywnych piłkarzy Valencii tego wieczoru.
W coraz bardziej napiętej atmosferze Valencia stworzyła kolejną znakomitą okazję, ponownie za sprawą Danjumy. Sadiq świetnym zgraniem głową wypuścił Holendra na wolne pole, lecz Marcos Alonso stopniowo odrabiał dystans. Danjuma został zmuszony do uderzenia lewą nogą i ostatecznie posłał piłkę ponad bramką.
Mecz stawał się coraz bardziej otwarty. Obie drużyny balansowały na granicy ryzyka, próbując wyprowadzać piłkę od własnej bramki i zostawiając sporo przestrzeni za linią obrony. Gil Manzano regularnie wybijał jednak spotkanie z rytmu, a jego coraz bardziej kontrowersyjne decyzje dodatkowo rozgrzewały trybuny.
Valencia bardziej walczyła, niż potrafiła grać
W decydującą fazę spotkania Valencia wchodziła jako zespół bardziej ambitny niż skuteczny. Świetna dyspozycja Tárregi, Pepelu i Diakhaby pozwalała gospodarzom odbierać piłkę dzięki agresji oraz dobremu przewidywaniu gry, co dawało szansę na szybkie rozpoczęcie kolejnych ataków.
Problem pojawiał się jednak po przekroczeniu ostatniej tercji boiska. Valencia atakowała bez jakiegokolwiek zagrożenia na skrzydłach z powodu braku nominalnych skrzydłowych, a napastnicy często byli pozostawieni sami sobie i coraz bardziej sfrustrowani bezradnością zespołu w ofensywie.
W takiej sytuacji, gdy Celta była o krok od zdobycia bramki po groźnym strzale w kierunku dalszego słupka, na Mestalla po raz pierwszy rozległo się „Corberán, dimisión” — „Corberán, odejdź”. Przyśpiewka spotkała się z gwizdami części trybun, co po raz kolejny pokazało wyraźny podział opinii wśród kibiców Valencii w najważniejszych i najbardziej drażliwych kwestiach.
Spotkanie zakończyło się niegroźnym strzałem sprzed pola karnego oraz kolejną porcją gwizdów ze strony publiczności.
Mecz był słaby. Tyle w temacie.
Zero progresu. To samo łajno co było rok wcześniej. Nie da się tego oglądać.
Cenny punkt w walce o utrzymanie!
Gramy anty-futbol, niestety. Duża zasługa w tym trenera, ktory zapomniał, że piłka nożna polega na strzelaniu bramek. Znowu przekombinował z ustawieniem. Zawodnicy sami są glupi z tego wszystkiego.
Wierzyłem w tego trenera, ale coraz bardziej widzę, że jest słaby.
Nie mamy z nim dużej przyszłości 🙁