Gorzkie zwycięstwo na koniec sezonu (3-1)

  • Valencianiści rozegrali być może najlepszy mecz w sezonie i pokonali Barcelonę po spektakularnych golach Javiego Guerry, Luisa Riojy i Guido Rodrígueza, ale wyniki na innych stadionach pozbawiły ich szans na awans do europejskich pucharów.
  • Przeciętna czarna dziura strefy Meritonu ponownie pochłonęła herb Valencii CF, poobijany przez niedbałe zarządzanie Petera Lima i jego ludzi.
  • Mestalla, wypełniona ponad 46 tysiącami kibiców, pożegnała zespół gwizdami po kolejnym roku cierpienia i stopniowego pomniejszania klubu.

Odkładanie obowiązków na ostatnią chwilę ma swoje konsekwencje. Jeśli zaczynasz naciskać za późno, możesz skończyć z oceną niedostateczną. I właśnie to spotkało Valencię CF, która w ostatniej kolejce wciąż miała szanse na awans do Europy, pokonała FC Barcelonę w prawdopodobnie najlepszym meczu sezonu, ale zwycięstwo Getafe nad Osasuną oraz wygrana Rayo Vallecano z Alavés ostatecznie pogrzebały jej szanse na grę w UEFA Conference League. Zespół ponownie został w tej przeciętnej, meritonowskiej strefie środka tabeli, z której nie potrafi się wyrwać. Po raz kolejny, i to już od ponad pięciu lat, drużyna z Mestalla nie zagra w Europie.

Pierwszą klarowną okazję miała Valencia po rajdzie Diego Lópeza za plecy obrońców, ale jego strzał poszybował nad bramką. Asturyjczyk i tak znajdował się na spalonym, lecz ta akcja pozwoliła zdjąć z drużyny presję kilka minut po świetnym wejściu Ferrana, które musiał zatrzymać César Tárrega, interweniując wślizgiem.

Valencianiści znów byli blisko po przerzucie Guido Rodrígueza na lewą stronę, ale żaden z zawodników w polu karnym nie zdołał zamknąć akcji, a bezpańskiej piłki nie wykorzystał Rioja, którego uderzenie odbiło się od obrońcy. Mestalla rosła w siłę i żyła pressingiem swojej drużyny. Późniejszy strzał głową Hugo Duro, który przeleciał nad poprzeczką, jeszcze bardziej rozpalił kibiców, świadomych już gola Alavés przeciwko Rayo Vallecano.

Wśród tego uniesienia Alejandro Balde, po świetnej kombinacyjnej akcji, przypomniał Mestalla, jak groźna potrafi być Barcelona w każdej odosobnionej sytuacji. Na szczęście jego strzał minął bramkę, podczas gdy publiczność skandowała najgłośniejsze w tym sezonie „Peter, odejdź już”.

Najlepsza okazja pierwszej połowy: kontra czterech na dwóch

Valencia chciała tego bardziej, ale brak zdecydowania w ostatnich metrach boiska ją karał. Miała nawet kontrę czterech na dwóch, w której Javi Guerra podał piłkę Diego Lópezowi jak na tacy, lecz jego uderzenie było nieczyste i zaprzepaściło znakomitą okazję. Zawodnik z Gilet był najlepszy na boisku i kilka minut później był bardzo blisko otwarcia wyniku po świetnej indywidualnej akcji, w której piłkę odebrano mu w ostatniej chwili.

Szaleńcza pierwsza połowa zakończyła się strzałem Barcelony w słupek oraz dwoma kolejnymi rzutami rożnymi Valencii, po których gospodarze stworzyli zagrożenie. Do tego doszła jeszcze sytuacja, w której arbiter „zjadł” ewidentny rzut karny po faulu Araújo na Jesúsie Vázquezie. Decyzja sędziego, by wskazać drogę do szatni zamiast pozwolić na wykonanie rzutu rożnego, dodatkowo podgrzała atmosferę na stadionie, który był mocno zaangażowany w mecz.

Po przerwie tempo gry nieco spadło, a po siedmiu minutach kontuzji doznał Diego López, którego zastąpił Largie Ramazani. Valencianiści wkładali w grę serce, ale wszystkie drogi do gola były zamykane, podczas gdy pozostałe wyniki tej kolejki wciąż im sprzyjały. I niemal równocześnie padły gole: Barcelony na Mestalla oraz Getafe przeciwko Osasunie. Ferran Torres oddał niecelny strzał, a Robert Lewandowski dopadł do piłki i dał swojej drużynie prowadzenie.

Golazo Javiego Guerry jako odpowiedź na sędziowski wstyd

Valencia próbowała wrócić do meczu po strzale Unaia Núñeza, przy którym obrońca gospodarzy padł ofiarą drugiego tego wieczoru oczywistego rzutu karnego, zignorowanego przez Cordero Vegę. Naładowany gniewem po kuriozalnym występie arbitra, Javi Guerra w kolejnej akcji doprowadził do remisu fenomenalnym golem. Kierunkowe przyjęcie i wykończenie godne wielkiego piłkarza.

Jakby właśnie postawa sędziego była tym, czego Valencia potrzebowała, by zmartwychwstać, zespół blanquinegros odwrócił wynik po kapitalnym golu Luisa Riojy, który wcześniej wykonał potężny zwód tuż przed twarzą obrońcy. Stadion niemal eksplodował, a kibice zaczęli skandować „Osasuna”, bo to właśnie jej gola Valencia potrzebowała, by dostać się do Europy. W tamtym momencie Nawarczycy byli też o jedną bramkę Girony od spadku.

Bez dobrych wieści z innych stadionów

Kontrowersje sędziowskie nie ustawały. Kilka minut później arbiter podyktował rzut karny dla Valencii CF, ale po analizie VAR cofnął decyzję, uznając, że faul Bernala na Jesúsie Vázquezie miał miejsce poza polem karnym. Nerwy były na granicy, a Mestalla odważyła się nawet skandować: „Osasuna nigdy się nie poddaje”.

A przy tym wszystkim mecz wcale nie był zamknięty. Dimitrievski musiał nawet utrzymać prowadzenie kapitalną interwencją na samej linii bramkowej, pozwalając valencianismo nadal zerkać w stronę Coliseum. Wielu kibiców zaczęło świętować rzekomego gola Osasuny i na Mestalla zapanowało zamieszanie, ponieważ żadnej takiej bramki na stadionie Getafe nie było.

Ostateczny kubeł zimnej wody przyszedł z boiska, na które nikt już właściwie nie patrzył — z Mendizorrozy. Drugi gol Rayo Vallecano definitywnie pozbawił drużynę Carlosa Corberána szans, a trener usłyszał z trybun okrzyki „dymisja”. Piękny gol Guido Rodrígueza w końcówce okazał się dla valencianistów jedynie pustym gestem, który nie zmienił już niczego. Ostatecznie “Nietoperze” zdolali wygrać, ale było to zwycięstwo gorzkie i zbyt późne, by wrócić do Europy. Teraz czas… na przebudowę zespołu.

0 0 głosy
Article Rating
2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
LimaK
LimaK
22 dni temu

Brawo za ten mecz! 🙂

AMUNT VALENCIA!

staste77
staste77
21 dni temu

Brawo! W końcu dokopaliśmy Barcelonie, która niemiłosiernie nas goliła ostatnio.
Nie oglądałem całego meczu, ale ze skrótów widać było, że na lewej dobrze sobie pogrywał Vazquez. Może po kilku średnich latach coś zaskoczyło i się odblokował, bo widać, że do tej pory był właśnie jakoś zablokowany.
Co do odejść: szkoda paru zawodników:
Randala – bo sporo lat u nas był i gdy był zdrowy to widać, że mu zależało, Żeby nie te kontuzje to nadal śmigałby u nas na prawej obronie
Guido Rodrígueza – o niego zawalczyłbym rękami i nogami, bo dał stabilizację chyba większą niż Barrenechea.
Ramazaniego – ma potencjał i przydłaby się nam na skrzydle, szczególnie przy kontuzji Lopeza.
Renzo Saravia – jego też bym zostawił. Pokazał, że sobie radzi. Zaaklimatyzował się w zespole, więc mógłby zostać.
Cömerta też bym zostawił. Chyba, że Unai Nunez byłby do wzięcia.
Taki mój wniosek po ostatniej kolejce: dobrze, że nie zakwalifikowaliśmy się do Ligi Konferencji, bo ta dodatkowa rywalizacja mogłaby nas ściągnąć na dno – chociaż i tak już tam jesteśmy 🙁