José Pérez o manifestacji: „Valencia CF jest źle traktowana przez Lima i jego wspólników.”

  • Prezes Libertad VCF apeluje do kibiców, by „zjednoczyli się wobec podziałów promowanych przez Meriton”, potępili „złe traktowanie klubu” i „wskazali tych, którzy pomagają Limowi trwać w tak komfortowej sytuacji”.

Kibice Valencii CF ponownie wychodzą na ulice pod hasłem „Mamy aż nadto powodów”. Libertad VCF zwołało na tę sobotę manifestację protestacyjną, której celem jest „potępienie oszukańczego i destrukcyjnego zarządzania Petera Lima” oraz działań jego „lokalnych wspólników o walenckich nazwiskach”. Marsz wyruszy o godzinie 17:00 z placu Ratuszowego i zakończy się pod bramami Mestalla około 19:00, dwie godziny przed rozpoczęciem meczu Valencia–Barcelona, którego stawką będzie bilet do Europy.

Kibice Valencii mobilizują się, ponieważ — jak głosi hasło manifestacji — „powodów jest aż nadto”. SUPER skontaktował się z prezesem Libertad VCF, José Pérezem, aby porozmawiać o proteście przeciwko Meritonowi, który — jak liczy organizacja — będzie masowy.

Manifestacja ma dać valencianismo narzędzie, dzięki któremu jego głos zostanie usłyszany, tak jak wiele razy wcześniej. Wygląda na to, że jeśli nie wyjdziemy i nie będziemy tego potępiać raz za razem, to oni nadal będą źle traktować, nadużywać i zabijać Valencia Club de Fútbol. To zaskakujące, ale zmusza nas do ponownego wyjścia na ulice. Hasło „Mamy aż nadto powodów” ma sprawić, by przyłączyli się wszyscy — mówi José Pérez.

José apeluje o jedność valencianismo, ponieważ uważa, że „aby uciszyć valencianismo, walencki Meriton próbował je podzielić”.

Nie ma dla mnie znaczenia, czy danego valencianistę bardziej interesuje aspekt sportowy, społeczny, czy tylko sportowy. Powody są. Gdziekolwiek spojrzysz na Valencia Club de Fútbol, są powody, by wyjść na manifestację. Stąd właśnie to hasło: mamy aż nadto powodów. Chcemy, aby byli tam wszyscy valencianiści. Myślę, że jeśli jest coś, co łączy nas wszystkich, niezależnie od poglądów, to fakt, że wszyscy mamy dość tego, co dzieje się z Valencią. Każdy z własnego powodu, ale wszyscy mamy dość.

Z tej perspektywy szukamy jedności, bo nie ma co się oszukiwać: Meriton, walencki Meriton, Javier Solís, próbując uciszyć valencianismo, starali się je podzielić. To trwa już od dawna, od czasów Anila Murthy’ego, gdy mówił o dobrych i złych valencianistach. Javier Solís jest niczym więcej jak pilnym uczniem Anila Murthy’ego i próbował rozpowszechniać tę ideę podzielonego valencianismo: dobrzy i źli valencianiści. My, jako stowarzyszenie Libertad VCF, chcemy, aby była to manifestacja jedności valencianismo — każdy z własnym powodem do protestu, ale tak, by była masowa.

Dlaczego spod Ratusza?

Punkt startowy manifestacji nie jest przypadkowy.

Marsz wyrusza z placu Ratuszowego, ponieważ trzeba potępić fakt, że administracja publiczna nie tylko nie pomogła valencianismo w obronie klubu, ale zrobiła dokładnie coś przeciwnego. Tym, komu pomaga, z kim współpracuje i komu współudziela wsparcia, jest Peter Lim. I to nie jest opinia, tylko fakt, który można w pełni zweryfikować.

María José Catalá, jako burmistrz Walencji, nie postawiła żadnych wymagań, do niczego nie zmusiła, nie dopilnowała realizacji żadnych terminów. Jest całkowicie pobłażliwa wobec Petera Lima w kwestii nowego stadionu. A do tego Consellería de Cultura Péreza Llorki trzyma w szufladzie dokumentację dotyczącą uznania Mestalla za dobro o znaczeniu kulturowym. Kiedy zwróciliśmy się do Consellerii z pytaniem, dlaczego tego nie procedują, odpowiedzieli nam, że mają dużo pracy i działają według kolejności zgłoszeń. Tymczasem ostatnio dowiedzieliśmy się, że w kwietniu Santa Faz z Alicante została uznana za dobro o znaczeniu kulturowym, choć wniosek złożono rok później niż w przypadku Valencia Club de Fútbol.

A więc rzeczywistość jest taka, że rząd Péreza Llorki chroni Petera Lima. Taka jest prawda. María José Catalá jest wspólniczką i partnerką Petera Lima w interesach związanych ze spekulacyjnym interesem przy Avenida Aragón i wyburzeniem Mestalla. Taka jest rzeczywistość. Dlatego wychodzimy z placu Ratuszowego i kończymy pod Mestalla. Tam rozdamy 20 000 żółtych plakatów — nie tylko z hasłem „Lim go home”. Będą cztery wersje: „Gourlay go home”, „Solís go home” i „Corberán go home”, aby każdy mógł protestować przeciwko temu, przeciwko czemu chce.

Co chcą osiągnąć?

A co chcemy osiągnąć? — José Pérez sam odpowiada na to pytanie. — Chcemy, aby zostali jasno pokazani ci, którzy pomagają Peterowi Limowi nadal tutaj być i trwać w tak komfortowej sytuacji. Nigdy nie było mu tak wygodnie jak teraz.

Valencianismo wiele razy narzekało, wiele razy podnosiło głos. Jedyny problem z tymi wszystkimi manifestacjami i całym tym potępianiem polega na tym, że nikt nas nie słucha. Ignorują nas, czynią nas niewidzialnymi, źle nas traktują, bo to również jest forma złego traktowania.

Ta manifestacja powtarza protest, który odbył się dokładnie w takiej samej formule w 2024 roku. Zgromadziliśmy wtedy 20 000 osób na placu Ratuszowym. Dziś, dwa lata później, María José Catalá wciąż nie otworzyła ust w sprawie tamtej manifestacji. Nie powiedziała absolutnie nic, dwa lata po tym, jak 20 000 jej współobywateli pojawiło się na placu przed jej Ratuszem, by domagać się odpowiedzialności.

Taka jest rzeczywistość: jesteśmy źle traktowani nie tylko przez Petera Lima, ale również przez wszystkich jego lokalnych wspólników.

0 0 głosy
Article Rating
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
LimaK
LimaK
1 miesiąc temu

I co to da?