• Valencia CF wchodzi w stan maksymalnego zagrożenia spadkiem. Przy zaledwie jednym punkcie przewagi nad Rayo Vallecano biało-czarni nie są zależni wyłącznie od siebie, ponieważ madrytczycy mają mecz zaległy.
  • Gole Álvara Carrerasa i Kyliana Mbappé rozstrzygają spotkanie, w którym Valencia cofnęła się i broniła z poświęceniem, aż „zamek” runął.
  • W końcówce kibice uderzają w trenera za spóźnione zmiany, które nie wniosły niczego. „Corberán, dimisión” – taki był werdykt trybun.
  • Courtois nie musiał nawet pobrudzić koszulki w kolejnej bezproduktywnej ofensywnie nocy Valencii.

Real Madryt, ociężały i osłabiony pod wodzą Álvaro Arbeloa, wywiózł z Walencji trzy punkty po trafieniach Álvara Carrerasa i Kylian Mbappé w drugiej połowie. Valencia CF znalazła się w maksymalnym ryzyku spadku – ma tylko punkt przewagi nad Rayo Vallecano, który rozegrał o jeden mecz mniej. Była walka, ale nic poza nią. Thibaut Courtois nie musiał nawet rzucać się do interwencji, bo zespół Carlos Corberán nie oddał strzału, który zmusiłby go do wysiłku. To właśnie trener z Cheste stał się głównym adresatem gniewu valencianismo. W końcówce z impetem niosły się okrzyki „Corberán, dimisión”głośniejsze niż klasyczne „Peter, vete ya”, „directiva, dimisión”, a także nowe: „Gourlay, canalla, fuera de Mestalla”.

Obecność Realu klarowała plan w głowie Corberána. Oddanie piłki i obrona we własnym polu dwoma zwartymi blokami. 5-4-1, o które podopieczni Arbeloi rozbijali się raz po raz, aż Mbappé zaczął łapać rytm.

W 12. minucie José Copete „postawił kreskę” francuskiemu gwiazdorowi. Środkowi obrońcy – w tym debiutujący Unai Núñezbłyszczeli w pierwszej połowie u boku Stole Dimitrievski. To Bask pierwszy spróbował szczęścia uderzeniem z dystansu, a chwilę później porwał trybuny, odbierając piłkę „dziesiątce” Realu w polu karnym.

Po kwadransie „Królewscy” – tego wieczoru na niebieskozrobili krok naprzód, lecz bez dawnej iskry, jaką kiedyś dawali Luka Modrić czy Toni Kroos. Próbował Arda Güler – niski strzał po rykoszecie minął bramkę niebezpiecznie blisko. Sekundy później Dimitrievski nogami powstrzymał pierwszą okazję Mbappé.

Czas płynął, a Unai rósł w oczach kibiców – m.in. ślizgiem na Gonzalo Garcíi. Valencia, uporządkowana, skoncentrowana i intensywna, zamykała korytarze. Gdy Real w końcu złapał oddech pod bramką, Stole znów ratował – tym razem po strzale Davida Jiméneza z wprost wymarzonej pozycji.

Jak przystało na Valencia – Real, nie zabrakło akcentu sędziowskiego. Javier Alberola oszczędził kartki Aurélienowi Tchouaméniemu, który brutalnie nadepnął Pepelu w środku pola.

Plan defensywny tracił paliwo

Bez przestrzeni do ataku frustrację Realu personifikował Camavinga – strzał z dystansu poszybował w trybuny Sillas Gol. Plan Corberána, pozbawiony fajerwerków, oparty na solidarności, działał.

Po przerwie obraz był podobny. Lokalne podejścia były zbyt nieśmiałe – jak nieczysty strzał Lucasa Beltrána po podaniu Arnauta Danjumy. Remedium miały być kontry z Holendrem, ale to już nie ten Danjuma z początku sezonu.

W drugiej połowie temperatura na trybunach rosła wraz z poczuciem, że punkty są blisko. Pressing Beltrána dodawał wiary. I wtedy wszystko się posypało. Álvaro Carreras znalazł tlen, którego Valencia niemal nie oddawała. W jednej akcji zniknęła cała twardość. Z lewej strony boczny obrońca wpadł w pole karne jak w masłonikt (ani Rioja, ani Unai, ani Beltrán, Cömert, Pepelu) go nie zatrzymał. Gdy chciał – przeciął piłkę obok bramkarza. 0:1, 65. minuta.

Była jednak odpowiedź. Valencia otarła się o remis po prawym skrzydle: Luis Rioja – Filip Ugrinić – Beltrán. Strzałem lewą nogą Argentyńczyk musnął słupek, a Courtois mógł tylko patrzeć.

Przyśpiewki w końcówce

Na 20 minut przed końcem Corberán zareagował dwoma zmianami: Guido Rodríguez i Thierry Correia za Pepelu i Núñeza. Gdy Real marnował okazje na 0:2 (najpierw Brahim Díaz, potem Mbappé), Mestalla popadła w niepokój. Po latach frustracji wybuchły chóralne protesty przeciw trenerowi – za zbytnią zwłokę z trzema ostatnimi roszadami – oraz, w mniejszym stopniu, przeciw Peterowi Limowi i Ron Gourlay.

Gdy ostatnie zmiany wreszcie nastąpiły, nie dały nic. Umar Sadiq, Javi Guerra, Largie Ramazani – bez wpływu. W doliczonym czasie Mbappé dobił mecz. 0:2, 91. minuta.

Ficha techniczna

VALENCIA CF: Stole Dimitrievski; Unai Núñez (Thierry Correia, 73’), Eray Cömert, José Copete, José Gayà; Luis Rioja (Largie Ramazani, 81’), Pepelu (Guido Rodríguez, 73’), Filip Ugrinić (Javi Guerra, 81’), Arnaut Danjuma; Lucas Beltrán (Umar Sadiq, 82’), Hugo Duro.

REAL MADRID: Thibaut Courtois; David Jiménez (Trent Alexander-Arnold, 76’), Raúl Asencio, Dean Huijsen, Álvaro Carreras; Federico Valverde (Jorge Cestero, 90+2’), Aurélien Tchouaméni, Eduardo Camavinga, Arda Güler (Franco Mastantuono, 82’); Kylian Mbappé, Gonzalo García (Brahim Díaz, 76’).

Gole: 0:1 – Álvaro Carreras (65’), 0:2 – Kylian Mbappé (90+1’).
Sędzia: Javier Alberola, asystenci: Alfredo Rodríguez, Jorge Bueno; VAR: Jorge Figueroa, Rubén Ávalos.
Kartki: José Copete (88’) – Valencia; Álvaro Carreras (69’) – Real.
Stadion: Estadio Mestalla47 515 widzów.