Szalona remontada na Anoecie (3-4)!!
- Dwa gole Javiego Guerry okazały się kluczem do zwycięstwa nad Realem Sociedad. Trzy punkty wywalczone w 93. minucie sprawiają, że zespół znajduje się dwa oczka od siódmego miejsca i… ma już całkowicie zapewnione utrzymanie.
Prowadzona przez sensacyjnego Javiego Guerrę, autora dwóch goli — więcej niż zdobył przez całą dotychczasową część sezonu — Valencia CF wygrała w San Sebastián z Realem Sociedad, dwukrotnie odrabiając straty. To trzy punkty, które pozwalają valencianistas matematycznie przypieczętować utrzymanie, a przede wszystkim utrzymać przy życiu szanse na awans do Conference League, jeśli w przyszły weekend pokonają Barcelonę w pożegnalnym meczu sezonu 2025/26 na Mestalla. Po potknięciu Getafe siódme miejsce znajduje się dwa punkty dalej, a przed Valencią są dwaj rywale: samo Getafe oraz Rayo, którego drużyna Carlosa Corberána nie zdołała pokonać w miniony czwartek u siebie.
W szaleństwie, które charakteryzuje LaLigę, właśnie tak rozpoczęła się o godzinie 19:00 zunifikowana kolejka na Anoecie. Niemal mimochodem, przy biernej postawie Valencii i dzięki ułatwieniom, jakie goście podarowali rywalowi, Real szybko wyszedł na prowadzenie. Aritz Elustondo, w dniu swojego pożegnania, wykorzystał korytarz w polu karnym i zagrał do Aihena Muñoza. Lewonożny zawodnik uderzył z dużą siłą, a rykoszet od nogi Unaia Núñeza zmylił Stole Dimitrievskiego, który nie zdołał sięgnąć piłki, choć ta wpadła środkiem bramki (1:0, 3. minuta).
Upływ czasu pokazał jednak, że gol był bardziej wypadkiem niż efektem ambicji gospodarzy, którzy od sześciu spotkań nie potrafili wygrać, odkąd zgarnęli tytuł w Pucharze Króla i bilet do kolejnej edycji UEFA Europa League. Goście przeciwnie — musieli zareagować, jeśli nie chcieli skomplikować sobie życia w Primera División. I zareagowali.
Błyskawiczna odpowiedź
Odpowiedź Valencii przyszła bardzo szybko. Podanie Diego Lópeza w jeden z narożników pola karnego przejął Javi Guerra, który wykorzystał kolejną statyczną postawę defensywy i posłał piłkę w róg bramki Álexa Remiro (1:1, 8. minuta). Był to jeden z tych pokazów pomocnika z Walencji, które — niestety — pojawiają się tylko od czasu do czasu. To był dopiero jego drugi gol w całym sezonie.
Dzięki remisowi blanquinegros — w tę niedzielę występujący w kolorze czerwieni Torino — uspokoili się i weszli w najlepszy fragment pierwszej połowy. Real Sociedad, pozbawiony właściwie większych motywacji, zaczął słyszeć gwizdy własnych kibiców txuri-urdin, którzy chcieli zwycięstwa na pożegnanie sezonu u siebie. Piłkarze Corberána przesunęli się wyżej i w jednej z takich akcji współpraca stopera Eraya Cömerta z Hugo Duro przyniosła efekt: napastnik zdobył swojego dziesiątego gola w LaLidze po subtelnym podaniu Szwajcara ponad linią obrony. Remiro znów okazał się „przyjacielem” Valencii (1:2, 22. minuta).
Wtedy, gdy donostiarras zdawali się myśleć bardziej o wakacjach niż o końcówce rozgrywek, Valencia zmarnowała wielką okazję, by wcześniej zamknąć mecz trzecim golem. Diego López ruszył samotnie na bramkę i podał do Hugo Duro, ale ani jeden, ani drugi nie zrobili tego, co należało. Akcja zakończyła się wysokim strzałem Guerry z dystansu.
Przebudzenie Realu wymuszone przez Anoetę
Upomniany przez Anoetę Real Sociedad zaczął się budzić. Tylko brak skuteczności jego „dziewiątki”, Islandczyka Orriego Óskarssona, ratował Valencię przed kłopotami. Jego strzał w sytuacji sam na sam z Dimitrievskim poleciał ponad poprzeczką. Minutę później przebaczył również były piłkarz Valencii, Carlos Soler. Uderzył w boczną siatkę. Jeszcze przed końcem pierwszej połowy Óskarsson miał kolejną okazję. Tym razem północnomacedoński bramkarz zatrzymał jego strzał znakomitą interwencją.
Do przerwy Valencia schodziła więc dwa punkty od Europy — Conference League — po potknięciu Getafe w Elche, nawet przed Realem Sociedad i z matematycznie zapewnionym utrzymaniem. Sprawy jednak skomplikowały się przez znaczną część drugiej połowy. Valencianismo najpierw przeszło od spoglądania w tabelę pod kątem sytuacji w walce o utrzymanie do ekscytacji możliwością sięgnięcia po ostatni bilet do trzecich europejskich rozgrywek po remontadzie z golami Guido Rodrígueza i Guerry.
Trzy fatalne minuty i czerwona kartka Cömerta
Wszystko skomplikowało się po godzinie gry. W niespełna trzy minuty Baskowie odwrócili wynik. Piłkę dośrodkowaną przez Pablo Marína próbował wybić César Tárrega, ale miał pecha — futbolówka wpadła do własnej bramki (2:2, 60. minuta). Przy zagubionej drużynie i niezabezpieczonych przestrzeniach w środku pola Real wykorzystał pojawienie się na murawie Mikela Oyarzabala. Lewonożny zawodnik uwolnił się od Guido Rodrígueza, który spóźnił się z pressingiem, i wyłożył gola Óskarssonowi jak na tacy (3:2, 63. minuta).
Sytuacja jeszcze bardziej pociemniała, gdy Cömert obejrzał czerwoną kartkę za faul na wychodzącym na czystą pozycję Marínie. Była 70. minuta. Valencia przegrywała i grała w osłabieniu. Wszystko było przeciwko niej, ale ta akcja pobudziła piłkarzy Corberána do walki o punkt potrzebny do matematycznego utrzymania, a jednocześnie rozluźniła zespół Pellegrino Matarazzo, który uznał, że zwycięstwo ma już w dłoniach.
Corberán przebudował drużynę, wprowadzając na boisko Pepelu za Diego Lópeza, by wypełnić lukę w obronie, Largiego Ramazaniego za Luisa Rioję, Umara Sadiqa za Hugo Duro oraz Thierry’ego Rendalla za Ugrinicia. Javi Guerra, MVP Valencii, miał swoją okazję po podaniu belgijskiego skrzydłowego, ale Remiro zareagował z refleksem. Pozostawała jednak jeszcze jedna zmiana: André Almeida za Unaia Núñeza.
Ruchy z ławki okazały się kluczowe, by wskrzesić Valencię i dać jej dodatkowy impuls przeciwko uśpionemu Realowi Sociedad. Na minutę przed końcem rzut rożny wykonywany przez André głową do siatki skierował Guido (3:3, 89. minuta). Ten gol oznaczał matematyczne utrzymanie… ale valencianistas sięgnęli po ambicję, by wykorzystać doliczony czas i zadać cios, który pozwala im przystąpić do ostatniej kolejki z europejskimi szansami.
Kontratak rozpoczęty i perfekcyjnie poprowadzony przez Thierry’ego zwieńczył Guerra kroplami złota. Wszedł w pole karne, minął dwóch obrońców Realu i z klasą pokonał Remiro lewą nogą (3:4, 93. minuta). Sprawiedliwa nagroda za większe pragnienie drużyny Corberána.
Żałuję, że nie oglądałem meczu, tylko skrót.
Jest utrzymanie i nawet szansa na LK, choć nie jestem pewien czy awans do pucharów przy takim zarządzaniu i takiej kadrze byłby dla Valencii dobry…
Wciąż jednak mam nadzieję, że lepsze czasy jeszcze wrócą.
AMUNT VALENCIA!!!