Valencia CF trzyma się życia na Mestalla (2-1)
- Valencia CF chwyta się życia na Mestalla.
- Zespół prowadzony przez Carlos Corberán pokonał Gironę FC 2:1 po bramkach Ramazaniego i Sadiqa, fenomenalnej interwencji Stole Dimitrievski — być może najlepszej w tym sezonie — oraz ogromnym cierpieniu w końcówce meczu, w prawdziwym akcie przetrwania, który może okazać się kluczowy w walce o utrzymanie.
- Pozostało pięć finałów. Utrzymanie jest coraz bliżej.
Mocny początek i niewykorzystane szanse
Valencia nie ugięła się pod ciężarem stawki tego spotkania. Zespół rozpoczął mecz z osobowością, jasnym planem i większą agresją niż rywal. Girona długo utrzymywała się przy piłce, lecz brakowało jej konkretów. To gospodarze byli groźniejsi — grali dynamicznie, pionowo i z dużą intensywnością. Im wyższe tempo, tym lepiej wyglądała drużyna Corberána.
W pierwszych trzydziestu minutach wszystkie klarowne okazje należały do Valencii — zarówno po akcjach skrzydłami (Gayà, Rioja), jak i środkiem (Ramazani, Beltrán). Javi Guerra był wszędzie — co było najlepszym możliwym sygnałem.
Najlepsza okazja powinna zakończyć się rzutem karnym. Jednak sędzia Alejandro Muñiz Ruiz oraz VAR prowadzony przez Pizarro Gómez uznali inaczej. Daley Blind wyraźnie przytrzymywał koszulkę Sadiqa w polu karnym — ewidentny rzut karny według dawnych i obecnych standardów — lecz arbitrzy uznali, że kontakt nie był wystarczający, by uniemożliwić oddanie strzału. Decyzja wręcz absurdalna.
Nieskuteczność i ostrzeżenie Girony
Nie tylko sędziowie zawiedli — zawiedli też napastnicy Valencii. Lucas Beltrán trafił w słupek po świetnym dośrodkowaniu Javiego Guerry. Sadiq miał dwie znakomite okazje przed przerwą — jedną zmarnował po dośrodkowaniu Ramazaniego, drugą po podaniu Beltrána, gdy zamiast zdecydowanego strzału wybrał najgorsze możliwe rozwiązanie.
Pierwsza połowa zakończyła się kolejnym zmarnowanym kontratakiem oraz jedyną groźną akcją Girony — rzutem wolnym Claudio Echeverri, który minimalnie minął słupek, przy biernej postawie Dimitrievskiego. Ogromne szczęście Valencii — gol w tym momencie byłby potężnym ciosem.
Od bramek do nerwów
Druga połowa rozpoczęła się od strachu — Girona szybko wyszła sam na sam z bramkarzem gospodarzy, lecz Tsygankov był na spalonym. Valencia nie straciła jednak głowy i konsekwentnie realizowała plan: odbiór i szybkie przejście do ataku.
Pierwszy gol padł po walce Javiego Guerry, który posłał piłkę w przestrzeń do Ramazaniego. Belg minął Vitor Reis i pewnie pokonał Paulo Gazzaniga. Gol najwyższej klasy.
Drugi był równie efektowny — perfekcyjne dośrodkowanie José Luis Gayi i precyzyjna główka Sadiqa. 2:0 i pozorny spokój.
Niepotrzebne komplikacje
Spokój okazał się złudny. Valencia sama skomplikowała sobie życie — po płaskim dośrodkowaniu César Tárrega przepuścił piłkę w niewytłumaczalny sposób, a Joel Roca wykorzystał sytuację na dalszym słupku. Fatalna defensywa.
Trybuny zaczęły się niecierpliwić — słusznie. Nerwy udzieliły się piłkarzom, a Corberán musiał reagować zmianami. Na boisku pojawili się m.in. Ugrinić, Diego López, Hugo Duro i Unai Núñez. Zaczęła się walka o przetrwanie.
Mestalla cierpi, ale wspiera
Bryan Gil niemal doprowadził do wyrównania groźnym dośrodkowaniem, które cudem przeciął Guido Rodríguez — pojawiający się zawsze tam, gdzie był najbardziej potrzebny. W kluczowych momentach wielcy byli także Pepelu i Gayà.
Zespół jednak wyraźnie tracił siły. Mecz dłużył się niemiłosiernie — brakowało świeżości, a każda minuta była ciężarem. Wejście André Almeida miało przywrócić kontrolę, a trybuny Mestalla ponownie stanęły na wysokości zadania. Niesamowite wsparcie.
Interwencja roku i nagroda za cierpienie
I wtedy nadszedł moment decydujący. Hugo Duro zmarnował dogodną okazję głową, a chwilę później Stole Dimitrievski dokonał interwencji sezonu, broniąc strzał z bliskiej odległości Cristhiana Stuaniego.
To nie był koniec — Girona miała jeszcze podwójną okazję: strzał Viktor Tsygankov został zablokowany przez wszechobecnego Pepelu, a dobitkę znów zatrzymał Dimitrievski.
Ostatecznie wysiłek i cierpienie przyniosły nagrodę. Postawa zespołu i kibiców była znakomita. To trzy bezcenne punkty w walce o utrzymanie. Valencia wciąż żyje.
Utrzymanie blisko. Oby budowa sezonu na następny sezon odbyła się na normalnych zasadach, a nie łapanka odrzutów i “prospektów”.
Tym razem dobry mecz, zwłaszcza druga połowa.
Utrzymać się, a potem wzmocnić kadrę na przyszły sezon 😉