Valencia CF wyjeżdża z Son Moix z cennym punktem (1-1)
- Zespół Corberána zremisował mecz, który miał już przegrany, przerywając serię dwóch kolejnych porażek dzięki grze Javiego Guerry, interwencjom Dimitrievskiego i bramce Sadiqa.
Valencia CF wywiozła z Son Moix jeden punkt w spotkaniu, które wydawało się całkowicie stracone. Piłkarze Carlosa Corberána zostali zupełnie znokautowani po bramce głową Samu Costy – będącej efektem kolejnego błędu defensywnego w tym sezonie. Jednak drużyna zareagowała niemal cudownie, doprowadzając do remisu dzięki grze Javiego Guerry, interwencjom Dimitrievskiego i trafieniu Umara Sadiqa. Punkt pozostawia niedosyt, ale pozwala przerwać serię dwóch porażek i spojrzeć na walkę o utrzymanie z nieco mniejszym lękiem. Teraz czas wygrać z Gironą na Mestalla.
Nieskuteczny początek i kolejny cios w postaci kontuzji
Mecz na Son Moix rozpoczął się tak, jak zakończył się ten na Martínez Valero – od niewykorzystanych dośrodkowań przez Lucasa Beltrána i Umara Sadiqa. José Luis Gayà już na początku dotarł do linii końcowej, ale jego podanie nie znalazło adresata. Mascarell uratował Mallorkę, wybijając piłkę z samej linii bramkowej. Od jednej klarownej okazji do kolejnego problemu – kontuzji Thierry’ego Rendalla. Portugalczyk doznał urazu już po dziesięciu minutach i musiał zostać zmieniony przez debiutanta Renzo Saravię. Bez precyzji i ciągłości gry po obu stronach, jedyną alternatywą stały się strzały z dystansu. Próbowali Renzo – niecelnie – oraz dwukrotnie Darder, ale dobrze interweniował Dimitrievski.
Plan na Muriqiego działał, ofensywa – już nie
Valencia, zgodnie z zapowiedziami Corberána, wysunęła linię defensywną wyżej, by odsunąć Muriqiego od pola karnego. Plan izolacji kosowskiego napastnika działał przez całą pierwszą połowę. Mimo przewagi terytorialnej Mallorca stworzyła zagrożenie jedynie po prostopadłym podaniu Pablo Torre do Asano. Problem w tym, że Valencia kreowała jeszcze mniej. Guido i Ugrinić nie dawali jakości w środku pola, a Diego López i Ramazani nie potrafili zrobić przewagi na skrzydłach. Produkcja ofensywna była zerowa. Valencia była płaska, zachowawcza i bardziej skupiona na tym, by nie przegrać, niż na atakowaniu.
Błąd, nokaut i… nagłe odrodzenie
Druga połowa zaczęła się identycznie jak pierwsza – akcją lewą stroną Ramazaniego i brakiem wykończenia. Stałe fragmenty gry ponownie obnażyły defensywę. Zbyt bierna postawa przy Darderze, swobodne dośrodkowanie Sergiego i główka Samu Costy do siatki – zupełnie niepilnowanego w polu bramkowym. Kolejny rażący błąd obrony Valencii.
Gol Mallorki całkowicie rozbił plan gry gości. Wkradły się strach i wątpliwości. Zespół był na deskach, a Mallorca była o krok od zadania ostatecznego ciosu po dwóch okazjach Virgilego i Muriqiego. Valencia była w stanie nokautu.
Corberán spróbował ją podnieść potrójną zmianą: Javi Guerra, Rioja i Danjuma. I to zadziałało. Niemal natychmiast – dośrodkowanie Riojy z prawej strony, przedłużenie głową Guerry i wykończenie Sadiqa. Remis niemal jak cud, gdy mecz wydawał się już przegrany.
Guerra zmienia wszystko, a końcówka zostawia niedosyt
Mimo wyrównania Valencia nie odzyskała kontroli nad spotkaniem i nadal popełniała błędy w defensywie. Dimitrievski ponownie uratował drużynę po strzale Virgilego. Mallorca nie wykorzystała okazji, a Valencia po raz drugi „wróciła do życia” – tym razem za sprawą Javiego Guerry, który wziął grę na siebie. „Ósemka” odmieniła statyczny i przewidywalny styl zespołu. To po jego akcji powstała znakomita sytuacja Ramazaniego po podaniu Sadiqa. Po raz pierwszy w meczu Valencia grała pionowo i realnie zagrażała bramce rywali.
To jednak nie wystarczyło. Mallorca miała jeszcze szansę na zwycięstwo w doliczonym czasie gry. W ostatniej akcji meczu Gayà domagał się rzutu karnego po nadepnięciu.
Obrona = dzieci we mgle. Widziałem tylko skrót ale łatwość z jaką Mallorka dochodziła do pozycji “strzałowych” nie świadczy o tym że te drużyny są obok siebie w tabeli. Ale skrót to nie wszystko.