- W doliczonym czasie gry rzut karny wykorzystany przez Ramazaniego daje trzy bezcenne punkty i pozwala Valencii, przynajmniej na ten moment, odskoczyć od strefy spadkowej na cztery punkty.
- Szwajcarzy Cömert, autor gola na 2:1, oraz Ugrinić wyróżniali się w drużynie Corberána, która nie odpuszczała i walczyła o każdą piłkę.
Largie Ramazani, dzięki nieistniejącemu rzutowi karnemu podyktowanemu po faulu Rubéna Sáncheza, podarował Valencii CF trzy punkty o wadze złota. Rzadko zdarza się, by sędziowie mylili się na korzyść zespołu z Mestalla — tym razem tak właśnie było, a Alejandro Hernández swoją decyzją umożliwił belgijskiemu skrzydłowemu przypieczętowanie zwycięstwa nad Espanyolem (3:2) w doliczonym czasie gry. To drugie zwycięstwo z rzędu, czysty tlen dla drużyny, która awansowała chwilowo na 13. miejsce w tabeli i odskoczyła na cztery punkty od strefy spadkowej, czekając na zakończenie kolejki. Valencianismo może odetchnąć — poza transferami kibice znów cieszą się z tego, co najprostsze i najważniejsze: wygranej u siebie po dwóch i pół miesiąca oraz znakomitej postawy Filipa Ugrinicia i Eraya Cömerta, najlepszych zawodników po stronie gospodarzy.
Gdy najmniej się tego spodziewano, Valencia Corberána przypomniała o swoim istnieniu. Po dziesięciu minutach dominacji Espanyolu i cofniętej, niepewnej gry gospodarzy na własnej połowie, przebudzenie przyszło wraz z odważniejszą postawą środka pola dowodzonego przez Ugrinicia. Dwa strzały — Arnauta Danjumy oraz samego Szwajcara — wprowadziły niepokój w szeregi zespołu Manolo Gonzáleza.
Chwilę później zmiana nastawienia przyniosła nagrodę. Lucas Beltrán idealnie podał piłkę między stoperami gości, wystawiając Hugo Duro sam na sam z Marko Dmitroviciem. „Dziewiątka” Valencii nie zawiodła — minęła serbskiego bramkarza i umieściła piłkę w pustej bramce, dając prowadzenie 1:0 ku eksplozji radości na trybunach.
Gol jeszcze bardziej napędził Valencię i spotęgował wątpliwości Espanyolu. Zespół Corberána wyrównał posiadanie piłki i skutecznie odciął rywala od jego głównych ścieżek gry. Pere Milla, groźny i przebiegły, przez pierwsze 45 minut był skutecznie neutralizowany. Zorganizowana gra „Nietoperzy” nie pozwoliła mu ani razu przygotować uderzenia lewą nogą.
Intensywność, porządek i dobre ustawienie pozwalały Valencii utrzymać prowadzenie mimo ograniczonej kreatywności w ataku. Jesús Vázquez solidnie zastąpił zawieszonego Gayę na lewej obronie, a duet stoperów José Copete – Eray Cömert, a zwłaszcza Szwajcar o tureckich korzeniach, błyszczał w kryciu Roberta Fernándeza.
Defensywna praca zawodników takich jak Danjuma czy niestrudzony Beltrán była kolejnym dowodem na to, że jeśli Valencia znajduje się w dolnej części tabeli, to z pewnością nie z powodu braku zaangażowania.
Drugą połowę przywitał zimny wiatr i ponownie ponad 44 tysiące kibiców na trybunach Mestalla. Zmieniło się jednak podejście Espanyolu. Tuż po wznowieniu gry Manolo González zdjął z boiska Millę i Pola Lozano, wpuszczając Kike Garcíę i Edu Expósito. Pierwszy z rezerwowych tchnął nowe życie w swój zespół — najpierw główkował po dośrodkowaniu, zmuszając Dimitrievskiego do interwencji, a następnie wycofał piłkę do Terratsa, który doprowadził do wyrównania (1:1, 54. minuta).
Przez kilka minut Valencia chwiała się na linach. Groźny strzał Expósito z dystansu bramkarz z Macedonii Północnej obronił w niekonwencjonalny sposób. W kolejnej kontrze „Cobra” Danjuma odżył, dośrodkowując idealnie na głowę Cömerta. Szwajcarski stoper, pozostawiony bez opieki, skierował piłkę do siatki i podniósł swoją ocenę do poziomu znakomitego (2:1, 59. minuta). Cztery minuty później Danjuma i Hugo Duro opuszczali murawę przy owacjach. Corberán odświeżył ofensywę, wpuszczając Umara Sadiqa oraz Diego Lópeza.
Wejście Nigeryjczyka dodało Valencii nowej energii i zmusiło Espanyol do cofnięcia się. To po jego zagraniach Beltrán oddał słaby strzał, a także doszło do groźnego centrostrzału. Mimo to końcówka meczu stawała się dla gospodarzy coraz bardziej niebezpieczna. González rzucił wszystko na jedną kartę, wprowadzając Dolana na prawym skrzydle.
Gdy goście coraz mocniej naciskali, sprzyjało im również szczęście. Strzał z dystansu Urko Gonzáleza dwukrotnie odbił się — od Pepelu i Copete — po czym wpadł do siatki (2:2, 79. minuta).
Jeszcze przed końcem i przed kontrowersją z rzutem karnym Dimitrievski zaliczył kluczowe wyjście z bramki, zapobiegając sytuacji sam na sam z napastnikiem Espanyolu. Później, gdy nerwowość była wyczuwalna po obu stronach, brak doświadczenia prawego obrońcy Espanyolu, dla którego był to mecz do zapomnienia, doprowadził do faulu na Beltránie w polu karnym. Ramazani bezlitośnie wykorzystał błąd arbitra i zapewnił Valencii zwycięstwo (3:2, 94. minuta).