- Zespół Carlosa Corberána opuszcza strefę spadkową po golach Largiego Ramazaniego i Umara Sadiqa.
- Drużyna „granota” protestowała przy wyniku 0:2, domagając się odgwizdania wcześniejszego faulu Nigeryjczyka na Matíasie Moreno.
Valencia CF sięgnęła po zwycięstwo w derbach miasta dzięki trafieniom Largiego Ramazaniego i Umara Sadiqa. Podopieczni Carlosa Corberána pokonali Levante UD po fenomenalnym uderzeniu w okienko skrzydłowego z Niderlandów oraz kontrowersyjnym sam na sam Sadiqa, który wywołał gwałtowne protesty Levante z powodu rzekomego faulu na Matíasie Moreno. Zespół w biało-czarnych barwach przerywa serię trzech porażek, opuszcza miejsca spadkowe do Segunda División i wzmacnia – dotąd kwestionowaną – pozycję trenera, który odmienił mecz zmianami z ławki.
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja Levante. Drużyna Luísa Castro notuje drugą porażkę z rzędu – bolesny cios w starciu z lokalnym rywalem – i komplikuje walkę o utrzymanie. Na domiar złego zespół straci Arriagę z powodu zawieszenia.
Gwizdy, napięcie i chaos
Derby rozpoczęły się przy ogromnym hałasie na trybunach. Kibice „granota” głośno reagowali na każde zagranie Pepelu. Na boisku to Levante sprawiało lepsze wrażenie po pierwszych minutach badania sił – było dużo ostrożności, strachu przed niewymuszonymi błędami i tylko jedna, niegroźna akcja Hugo Duro. Pierwsze poważne sygnały zagrożenia wyszły spod nóg Ivána Romero: główka po dośrodkowaniu Pablo Martíneza (świetna parada Dimitrievskiego, choć akcja została anulowana z powodu spalonego) oraz strzał z połowy boiska po nieprecyzyjnym zagraniu José Luisa Gayi. Na tym skończył się początkowy napór Levante.
Pierwsza połowa bez jakości
Napięcie sparaliżowało piłkarzy, a derby ugrzęzły w niedokładnościach, błędach ustawienia i faulach, które dodatkowo rozbijały i tak niskie tempo spotkania. Gra była ciężka, mało atrakcyjna. Pierwsza połowa na Ciutat de València wyglądała jak mecz dwóch zespołów ze strefy spadkowej: bez pomysłu, bez szybkości w rozegraniu i bez sytuacji bramkowych – nawet po stałych fragmentach. Nikt nie potrafił przejąć kontroli w środku pola ani zrobić różnicy w ataku.
— Myślę, że jesteśmy bardzo niedokładni — przyznał Lucas Betrán w przerwie. Wszystko było płaskie, wolne i horyzontalne. Co znamienne, nie było nawet kontrowersji sędziowskich. Jedynie drobne spięcia między kilkoma zawodnikami Levante a Hugo Duro – echa wcześniejszych tarć z Mestalla – przypominały, że to derby. Do przerwy schodzono z poczuciem, że dawno nie oglądano derbów na tak niskim poziomie.
Zmiany, które odmieniły mecz
Po wznowieniu gry Levante wróciło z wyższym tempem. Zespół Luísa Castro zrobił krok do przodu i zaczął krążyć pod bramką Dimitrievskiego po stałym fragmencie Pablo Martíneza na głowę Deli oraz dalekim strzale Tunde. Trzeba było jednak czekać niemal godzinę, by Valencia oddała pierwszy, odosobniony strzał – głową Hugo Duro. To był tylko przebłysk. Zespół nie funkcjonował.
Rozwiązaniem Corberána były zmiany: podwójny pivot (Pepelu–Ugrinić zostali zastąpieni przez parę Guido–Javi Guerra) oraz środkowy napastnik (Hugo Duro ustąpił miejsca Sadiqowi), by zyskać kontrolę i obecność w polu karnym Ryana. I zadziałało znakomicie. Zaledwie sześć minut później Valencia objęła prowadzenie w pierwszej akcji wysokiej jakości i po pierwszym celnym strzale w meczu.
Akcja na 0:1 miała wreszcie brakującą wcześniej precyzję: firmowe przyspieszenie Javiego Guerry, idealna praca „dziewiątki” Sadiqa, nienaganne dośrodkowanie Riojy i spektakularne wykończenie Ramazaniego — przyjęcie prawą nogą, strzał lewą i gol klasy „chilijskiej” Hugo Duro z Mestalla.
Kontrowersja i VAR
Kolejnym, który poruszył ławkę i sięgnął po tablicę taktyczną, był Luís Castro, decydując się na potrójną zmianę w poszukiwaniu reakcji, która jednak nie nadeszła. Portugalczyk wprowadził Ettę Eyonga, Carlosa Espí i Olasagastiego kosztem Ivána Romero, Ikera Losady oraz – zaskakująco – także Carlosa Álvareza. To nie przyniosło efektu. Co gorsza, najlepszy na boisku Pablo Martínez musiał zejść z powodu kontuzji; zastąpił go Vencedor. Dela próbował jeszcze bezpośrednio z rzutu wolnego, lecz bardziej sercem niż głową.
Valencia przypieczętowała zwycięstwo po wybiciu Javiego Guerry, które Sadiq zamienił w asystę bramkową. Nigeryjczyk starł się z Matíasem Moreno, wygrał pojedynek, przejął piłkę i pokonał Ryana w sytuacji sam na sam — w akcji skrajnie kontrowersyjnej, ostro protestowanej na trybunach Ciutat. Piłkarze Levante i ich kibice domagali się faulu napastnika na Argentyńczyku. Po kilku minutach niepewności VAR uznał gola. Na domiar złego Kervin Arriaga zakończył mecz z czerwoną kartką.